My, pokolenie lat 80-tych

Przez większość życia zmuszałam siebie do grania ról, udawania zadowolenia. Tak trzeba, powtarzałam sobie i to nawet wtedy gdy czułam, że nie jest to dla mnie dobre. Nauczona odpuszczania i ustępowania do dzisiaj trudno radzę sobie z asertywnością, w której ćwiczenie wkładam ostatnio sporo energii. O innych umiałam się bić od zawsze, za to siebie? – pozostawiałam gdzieś na szarym końcu. Dlaczego? Ponieważ wszelkie objawy zdrowego egoizmu potrafiłam w sekundzie stłumić wyrzutami sumienia i skarcić się za myślenie o sobie.

Urodziłam się w latach osiemdziesiątych. Mieszkałyśmy z mamą, babcią i ciocią w małym M3 w bloku z wielkiej płyty. Mam różne wspomnienia z dzieciństwa: urywki piosenek Zbigniewa Wodeckiego i Zdzisławy Sośnickiej w „Koncercie życzeń”, Tony Halik i Elżbieta Dzikowska z „Pieprz i Wanilia”, pierwsze radio ze wzmacniaczem i melodię „I’m Bad” Michaela Jacksona. Zapach wakacji, szum morza, smak brudnych jabłek z „grandy”, potargana wyjściowa sukienka i buty z plastiku utopione w krowim placku na łące. Byliśmy zwykłymi dziećmi, nie mieliśmy własnych pieniędzy, smartfonów, komputerów, telewizorów czy game boxów. Ba, nawet sami byliśmy pilotami do czarno-białych telewizorów. Babcia krzyczała z wersalki: Aga przełącz kanał na dwójkę! I cóż było robić, przełączałam, nawet kilka razy pod rząd. Na „Niewolnicę Izaurę” pustoszały wszystkie alejki i place zabaw….. Takie to były dziwne czasy…….
Nie mieliśmy kart kredytowych, galerii handlowych, ani nawet internetu, nie robiliśmy selfie, ani instastory, nie pisaliśmy blogów, co najwyżej zwierzaliśmy się z miłosnych zawodów w skoroszycie o szarych, makulaturowych kartkach, chowanych pod poduszką. Piliśmy oranżadę z warzywniaka w woreczku, w który wkładało się słomkę, rarytasem były gumy Donalds, a fast foodami dmuchany ryż i prażynki ziemniaczane. Nikt z nas wtedy nie liczył kalorii, ani nie analizował składów. Za to mieliśmy siebie, mieliśmy czas, mieliśmy marzenia. Wakacje spędzałam w zakomarzonym lesie w domku z dykty bez ubikacji, a szczczytem moich marzeń była Barbie z Pewexu, trampki z czechosłowacji i paletka do batmingtona 😊 koniecznie czarna.
Oprócz nostalgii, która czuję na wspomnienie wszystkiego powyższego niestety w pamięci mam również rzeczy, które w dzieciństwie traktowałam jak konieczność, prawo, zasadę, a dzisiaj z politowaniem kiwam głową i wzdrygam się na samą myśl. Otóż wpajano nam pewnego rodzaju bezkompromisową „karność” i zależność wobec dorosłych, przełożonych, nauczycieli etc. Nie wolno nam było mieć własnego zdania, (zwłaszcza odmiennego), dyskutować, podważać autorytetu, zadawać trudnych pytań, Broń Boże śmiać się, wiedzieć więcej, analizować i podejmować samodzielnie decyzje. Generalnie co do zasady wszyscy dorośli mieli rację i to tak zupełnie bez logicznego wytłumaczenia. Tak, bo tak…. Wiedzieli co dla nas jest najlepsze. Najważniejsza była punktualność, stopnie w szkole, zdobyty dyplomy i skończone uczelnie, które definiowano jako sukces lub jego brak. Nikt nie interesował się za bardzo tym kim jesteśmy, jakie są nasze uczucia i czego tak naprawdę chcemy. A my? Genialnie graliśmy wyznaczone nam rolę.

andrei-lazarev-706912-unsplash
Będąc już dorosłą, dojrzałą kobietą posiadająca własne dzieci wreszcie wyraźnie dostrzegłam jaki wpływ wywarło na mnie takie wychowanie i jak do dzisiaj wyryte w mojej świadomości zasady potrafią determinować moje wybory, postawy, zachowania, a nawet uczucia i to często nieświadomie.
Przez większość życia zmuszałam siebie do grania ról i udawania zadowolenia. Tak trzeba, powtarzałam sobie i to nawet wtedy gdy czułam, że nie jest to dla mnie dobre. Nauczona odpuszczania i ustępowania do dzisiaj trudno radzę sobie z asertywnością, w której ćwiczenie wkładam ostatnio sporo energii. O innych umiałam się bić od zawsze, za to siebie? – pozostawiałam gdzieś na szarym końcu. Dlaczego? Ponieważ wszelkie objawy zdrowego egoizmu potrafiłam w sekundzie stłumić wyrzutami sumienia i skarcić się za myślenie o sobie.
Życie pokazało mi jak potężna i niszczycielka jest to maszyna… stworzona do destrukcji, bo spełnianie oczekiwań jest niczym noszenie za małych butów. Uwierają Cię, krew się leje ale dalej wciskasz je na nogi. Deformują Ci stopę i spowalniają chodzenie, ale uparcie wciąż je nosisz….Tylko po co?
Jakiś czas temu Ania napisała tekst o mądrym rodzicielstwie, o dawaniu marginesu na błędy, o samodzielności i decyzjach, których konsekwencje ponosi jedynie ten, który je podjął. I wiecie co? Właśnie tego w latach mojego dzieciństwa mi brakowało.

W czasie, kiedy zdawałam egzamin do szkoły średniej, mama nie pozwoliła mi iść do technikum bo chciała koniecznie żebym skończyła liceum. No to skończyłam i zdałam maturę. Później musiałam podjąć ważną dla siebie decyzję – co dalej? Zasadniczo nie wiedziałam i wybór padł trochę na chybił-trafił. Poszłam na studia – szalenie modne wówczas „zarządzanie”. Masa ludzi wtedy chciała zarządzać lub coś reklamować. Skończyłam najpierw studia licencjackie, a później magisterkę. Fajne to były czasy, jednak żyliśmy od egzaminu do egzaminu. I nadal trochę bez celu.

priscilla-du-preez-234138-unsplash

Pierwsze rozczarowanie przyszło tuż po odebraniu dyplomu. Wyszliśmy na rynek pracy, z dumnymi tytułami, ale nie umiejąc praktycznie nic. Bez poczucia, co chcemy robić i kim naprawdę być. Nikt nas nigdy o to nie zapytał. W moim rodzinnym mieście żartowano, ze jak rzucisz kamieniem, to na pewno trafisz w k…ę lub magistra.

Kiedy po raz pierwszy weszliśmy na rynek pracy, okazało się że nikt nie chce nas zatrudnić, ani nam godziwie zapłacić. Przeszłam przez staże, umowy śmieciowe i dziwne kawałki etatów. Moja pierwsza pracodawczyni koncertowo z uśmiechem na ustach robiła mnie w balona. Przez długi czas bałam się odezwać. Dużo ode mnie starsza kobieta, z pozycji szefa ciągle wymyślała nierealne plany, oczekiwała poświęceniu i wiecznie powtarzała, że traktuje mnie jak własną „córkę”. Justynie, która pracowała przede mną mówiła to samo, a później jak skończył się płatny z UP staż wysłała na urlop, a następnie pod byle pretekstem – zakończyła współpracę. Nigdy nie zapomnę tego dnia kiedy dała mi do ręki ulotki i kazała rozdawać ludziom na przystankach. To wtedy powiedziałam sobie wewnętrznie pierwszy raz „nie”. Nie po to przecież studiowałam tyle lat! Widziałam to wszystko, wewnątrz czułam odrazę, ale tkwiłam tam trochę, ponieważ myślałam o tym, że to moja pierwsza praca i bardzo skutecznie blokował mnie zaciągnięty w dzieciństwie hamulec – starszych i przełożonych należy szanować. Dzień, w którym położyłam jej na biurku wypowiedzenie był cudownie błogi. Jej mina? Bezcenna! Nagle z „córki” stałam się wrogiem nr 1, przecież nie miałam prawa odejść. Życie dało mi cenną lekcję (jedną z wielu) i zrozumiałam, że warto słuchać swojej intuicji. Od początku przecież wyczuwałam zamiary tego człowieka, widziałam jak manipuluje ludźmi. Do dzisiaj żałuję, że nie miałam wtedy odwagi powiedzieć jej tego wprost.

Jak myślę dzisiaj o tym to zastanawiam się, co na moim miejscu zrobiłaby moja córka? Jestem pewna, że natychmiast rzuciłaby papierami, powiedziała otwarcie, co o tym myśli i zgłosiła niecny proceder wykorzystywania stażystów przez panią J do urzędu pracy. A ja? Byłabym z niej bardzo dumna!

Agata

rawpixel-1061390-unsplash

SUBIEKTYWNY, POZYTYWNY ALFABET CZTERDZIESTOLATKI CZĘŚĆ II

Kiedy myślę o kobietach, przychodzą mi na myśl… hormony. Ich poziom wyznacza nasze nastroje niczym busola Kapitana Jacka Sparrowa. Dół, góra, dół … góra. Hormony chodzą parami z humorami, prawie jak nieszczęścia.

G – JAK GADŻETY

Jestem sroką, a Ty? Uwielbiam dodatki, jestem gadżeciarą: kocham torebki, paski, wszelkiego rodzaju breloczki, etui, biżuterię, apaszki…. Która kobieta tego nie lubi? W dodatku moda bez akcesoriów nie istnieje. Wiem jedno – stanowią one fantastyczne wykończenie stroju i są najlepsze do podkreślania naszej osobowości. Stosując dodatki możemy sobie też pozwolić na odrobinę szaleństwa i nutkę ekstrawagancji. Kowbojski pasek, beret, lakierowana torebka – proszę bardzo, dlaczego nie? W końcu moda bywa niepoważną zabawą 😉 

Nasza sukienka BORDEAUX w towarzystwie:
botków z ćwiekami – ULMANI
torebki – FABIOLA
okularów – KochOptical
i beretu – Zara

H – JAK HORMONY

Kiedy myślę o kobietach, przychodzą mi na myśl… hormony. Ich poziom wyznacza nasze nastroje niczym busola Kapitana Jacka Sparrowa. Dół, góra, dół … góra. Hormony chodzą parami z humorami, prawie jak nieszczęścia. Może wynika to z naszej natury, bo my kobiety niestety częściej niż mężczyźni tracimy kontrolę nad emocjami i jak twierdziła Maria Czubaszek: „Kobieta z niczego jest w stanie zrobić obiad i awanturę”. Poza tym  „Faceci to są tacy szczęściarze, że nas mają. Idzie facet szukać czapki, mówisz mu gdzie jest, wraca, mówi, że nie ma. Idziesz z nim i k*rwa jest. Magia.”

Trochę te hormony przeszkadzają nam w życiu, ale bez nich też kiepsko: skóra robi się cienka i delikatna, uderzenia gorąca walą w nas falami jak sztorm na Bałtyku. Kto przeżył, ten wie, jak to jest oblać się wrzątkiem a potem wskoczyć do przerębla. Pół biedy, kiedy to się dzieje w domu, ale kiedy masz do poprowadzenia ważne szkolenie i oblewają cię na przemian zimne i gorące poty – wtedy zaczynasz marzyć o natychmiastowej ucieczce pod prysznic. A jeszcze lepiej – skoku do basenu pełnego chłodnej wody.

Tak, dokładnie tam chciałaby się znaleźć każda kobieta, która odczuwa skutki menopauzy 🙂
Źródło: PINTEREST

I – JAK INTELEKT

To bodaj najseksowniejsza część Twojego ciała. Męskiego z resztą też. Maria Czubaszek powiedziała „(…) nie wierzę, że jak ktoś hoduje bicepsy jak arbuzy, to może mieć jeszcze mózg. Mózg? Pomiędzy takimi mięśniami? Musi wyglądać jak orzeszek. A mózg to najseksowniejszy męski organ. Prawdziwa tragedia to przystojny facet ale durny i bez poczucia humoru”. A ja dodam, że prawdziwa tragedia to kobieta piękna jak bogini i pusta jak bęben Rolling Stones’ów. 

Z drugiej strony – oburza mnie łączenie intelektu z urodą. Znam wiele kobiet, które powielają stereotyp „ładna, ale na pewno głupia” myśląc o innych kobietach. Naprawdę? Trzeba być bezkształtną brzydulą, żeby mieć sprawnie działający mózg? Znam cała rzeszę kobiet, które są piękne i mądre, a na dodatek odważne w życiu: prowadzą firmy, wychowują dzieci, wspierają inne kobiety. No i kurcze – są po prostu swietnymi laskami bez względu na wiek, wagę i również – wygląd.

Ilona Adamska – inteligentna i piękna kobieta. 
Niezwykle pracowita: właścicielka agencji P.R., wydawczyni dwóch dużych portali, modelka, businesswoman. Kobieta – orkiestra w naszej sukience BORDEAUX

J – JAK JAKOŚĆ

Czy wiesz, że od słowa JAKOŚĆ do JAKOŚ dzieli nas jedna, jedyna głoska…….???

Cokolwiek robisz w życiu nadaj temu odpowiednią jakość. Nie zgadzaj się na bylejakość, tymczasowość  i wieczne prowizorki. Jesteś warta wszystkiego co najlepsze. Dlatego wybieraj mądrze – otaczaj się inspirującymi ludźmi, dbaj o siebie, poszukaj fajnej pracy   i kupuj porządne ubrania i buty. W pewnym momencie życia lepiej mieć mniej rzeczy, ale zdecydowanie lepszej jakości. Podobnie sprawa wygląda ze znajomymi – życie weryfikuje przyjaźnie i z biegiem lat okazuje się, że zostają przy nas ludzie, którzy może nie byli najbliżej nas, ale są lojalni i pomocni. To oni są prawdziwymi przyjaciółmi, a ich jakość poznajesz wtedy, gdy zaczynasz osiągać sukcesy.

Jeśli szukasz porządnych rzeczy – patrz na składy (metka w wewnętrznym szwie ubrania). Poliester Cię nie zabije, ale im mniej tym lepiej, w końcu nikt nie lubi nosić plastiku. 
Nasz płaszcz TAKE CONTROL uszyty jest z wyjątkowej mieszanki wełny i kaszmiru, co znaczy, że jest bardzo ciepły i bardzo lekki 🙂

K – JAK KOBIETA

Wygrałaś na loterii – urodziłaś się kobietą. Możesz wszystko. Jesteś mądra, piękna, silna, wrażliwa. Potrafisz kochać i nienawidzić, walczyć i poświęcać się, zdobywać i opiekować się. W jednej chwili potrafisz przemienić się z zagubionej dziewczynki w seksownego wampa. Możesz wszystko…!

Pamiętaj że nasza siła bierze się również z kobiecej solidarności i wsparcia które sobie nawzajem okazujemy. Od wielu lat musimy walczyć o swoje prawa, przypominając wciąż na nowo, że jesteśmy mądre, świadome i wartościowe. Walczymy o równouprawnienie w zarobków i obowiązków domowych, a jednocześnie potrafimy sobie robić eleganckie świństwa: obmawiać za plecami, wyśmiewać, wytykać krzywego zęba albo za duże pośladki, a potem udawać świętoszki. Same wtłaczamy się w jakieś ramy społeczne, które nas uwierają i chcemy, by inne kobiety również w nich tkwiły.  Gramy narzucone przez wieki role matek – cierpiętnic, matek – praczek i sprzątaczek, kobiet – gospodyń domowych. A przecież nie musi tak być.

Pamiętaj, że masz prawo do decydowania. Chcesz być pełnoetatową mamą i żoną – w porządku. Chcesz zarządzać korpo, lub prowadzić ciężarówkę – też w porządku. Nie musisz grać niewygodnych Ci ról, nie musisz spełniać oczekiwań, nie musisz poświęcać wszystkiego. Możesz się spełniać, realizować, być szczęśliwą i jednocześnie kochać i być dobrą dla bliskich. 

Ilona jest dla mnie przykładem kobiety, która swoją działalnością wspiera inne kobiety: dzięki niej udało nam się zebrać całkiem pokaźną sumę dla Stowarzyszenia Niebieski Motyl na organizację warsztatów dla pacjentek onkologicznych.
Ilona ma na sobie: 
płaszcz TAKE CONTROL
sukienkę CLAIRE

L – JAK „LUBIĘ TO!”

Rób to co lubisz! Rób to jak najczęściej i z przyjemnością – na zdrowie! endorfiny to szczęście, a szczęście ładuje Twoje akumulatory. Jeśli lubisz śpiewać – śpiewaj! Tańczyć – tańcz, uprawiać seks – kochaj się! Żeglować – pływaj! Chodzić po górach? – zdobywaj szczyty, jeździć na rowerze? – pedałuj! Jeść – smakuj! Pichcić – gotuj! Bądź dobra dla siebie, wykorzystuj swój czas najlepiej jak potrafisz. Masz go tylko raz i przeżyty – już nie wróci 🙂

Ł – JAK ŁAKOCIE

Która kobieta nie lubi tiramisu, brownie czy lodów śmietankowych? Bo co lepiej koi smutki i gorzki smak niepowodzenia niż słodycze? Fakt, że po nich jeansy robią się ciaśniejsze – trzeba uważać, ale odrobina luksusu od czasu do czasu jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Prawda? Po za tym czekolada robiona jest z kakao, a kakao to roślina, rośliny to zdrowie… więc w sumie…. o co ten cały szum? 

W sumie to zdjęcie jest najlepsza ilustracją do obydwu liter 🙂
„LUBIĘ TO” i „ŁAKOCIE” zawsze idą w parze:)
Ilona ma na sobie prototyp naszej nowej sukienki.

SUBIEKTYWNY, POZYTYWNY ALFABET CZTERDZIESTOLATKI CZĘŚĆ I

A – JAK AKCEPTACJA

Masz już czterdzieści lat i coś nie coś o życiu już przecież wiesz. Z czym zatem kojarzy Ci się słowo akceptacja?  Akceptacja to takie słowo – „wytrych”, który pomaga mierzyć się z wszelkimi problemami i kłopotami w Twoim życiu. Najprostsza definicja akceptacji to pogodzenie/godzenie się z czymś czego zmienić nie możesz lub z jakiś powodów nie potrafisz. Pomyśl, ile czasu, energii i uwagi poświęciłaś na walkę z rzeczami, których i tak nie udało Ci się zmienić. 

Pamiętaj, że akceptacja zawsze ma co do zasady wydźwięk pozytywny, nie można jej zatem mylić z poddawaniem się, odpuszczaniem, rezygnacją czy przegrywaniem. Akceptacja to świadoma zgoda na coś, nie jest czynnością dokonaną, a procesem, który należy codziennie ćwiczyć i powtarzać. Akceptacja to tez swojego rodzaju WYBÓR.

Mówi się, że akceptacja ma dodatni odcień znaczeniowy:)
Sweter GRAFIT

B – JAK BOGACTWO

Kiedy myślisz o bogactwie – jaka jest pierwsza rzecz, która pierwsza przychodzi Ci na myśl? Oczywiście pieniądze! Z mojego punktu widzenia środki materialne powinny służyć do zaspokajania potrzeb, realizowania się, budowaniu stabilizacji i zapewnieniu sobie bezpieczeństwa oraz spełnianiu pragnień i sprawiania sobie przyjemności. Jeśli nie urodziłaś się bogata, jedyną drogą do posiadania pieniędzy jest …. praca. Nie Mam nic złego w tym, że chcesz się realizować, że marzysz o sukcesie. Pamiętaj, że to Ty decydujesz, gdzie, ile i jak będziesz pracować. W Tobie jest siła i możliwości. 

Niezależnie od tego co materialne, jako dojrzała kobieta wiem już, że absolutnie najcenniejszymi rzeczami na świecie jest rodzina, przyjaciele i zdrowie. Są to wartości nieprzeliczalne na żadne pieniądze. Pracuj więc, realizuj się i zarabiaj, mając z „z tyłu głowy”, że najcenniejszym bogactwem jest czas i dane nam życie. 

Żadne pieniądze nie zastąpią radości drobiazgów. Wyjdź z domu, odetchnij, ciesz się słońcem.
Sukienka PEONY

C – JAK CIAŁO

Jako niemal czterdziestolatce wreszcie udało mi się zrozumieć, że moje Ciało to Mój dom. Najlepszy i jedyny jaki kiedykolwiek miałam i będę mieć. Nie mogę go wyrzucić, wymienić ani oddać, w moim interesie jest zatem zadbanie o jego kondycję i wygląd. Dlatego wszelkie zabiegi nie traktuję jako kary a jako przyjemność. Robię co mogę, ale nie oczekuję, że stosowanie jakiegoś drogiego kremu, zmieni mnie z powrotem w dwudziestolatkę. Ja nawet wcale nie chce nią być, ten czas mam już przecież za sobą.

Bycie czterdziestolatką daje mi pewną przewagę – jestem bardziej świadoma, pewna siebie i swojej wartości, nauczyłam się akceptować swoje mankamenty, nie walczę już ze sobą, przekłada się to również na świadomość mojego ciała, swojej kobiecości. Na to jaki sygnał wysyłam światu. Jeśli akceptuję swoje zmarszczki (ba, nawet je lubię!), uśmiecham się często, to jestem bardziej sexy i podobam się nie tylko sobie. Tak to działa! Jeśli widzisz siebie jako piękną, seksowną, dojrzałą kobietę taką zobaczy Cię świat! 

Nie ważne, że masz zmarszczki, kurze łapki i cellulit to sprawa absolutnie drugorzędna. Pamiętaj, że każdy wiek ma swoje prawa, jesteśmy piękne w każdym wieku i rozmiarze, tylko czasami nie umiemy siebie dostatecznie docenić. 

Czasu nie zatrzymasz, wielu rzeczy nie zmienisz

– Precz z doskonałością! Bądź sobą!

Dojrzałość nie oznacza stateczność. Nosimy krótkie sukienki i wysokie szpilki, chodzimy na imprezy i czasami pijemy za dużo wina 😉 Ale robimy to wyłącznie dla własnej przyjemności!
Sukienka FLORENCJA już wkrótce dostępna na 
http://everydayofficial.com

D – JAK DAMA

Bycie damą, wcale nie jest sprawą prostą. Przygotowując subiektywny, pozytywny alfabet czterdziestolatki zadałam sobie trud odnalezienia definicji damy, zapytałam „wujka gogle”. I oto co się okazało. Zgodnie z definicją dama to elegantka, kobieta reprezentacyjna.

 Prawdziwa dama nigdy:

  1. Nie sypia z kim popadnie (rozumiem, że to sam tyczy się dżentelmenów);
  2. Nie pali;
  3. Nie upija się (żegnaj prosecco);
  4. Nie bałagani (że co?);
  5. Nie używa wulgaryzmów (odpadam!);

A dodatkowo:

  1. Zawsze ubiera się odpowiednio;
  2. Jest grzeczna.

Chyba jednak definicje googla nie bardzo przypadają mi do gustu. Wymyśliłam więc własną interpretację tego słowa.

Dla mnie dama, to kobieta, która ma klasę. Jest taktowna i wyważona, ale zarazem odważna, nie krzywdzi innych i staje w obronie słabszych, zna swoją wartość, często się uśmiecha, jest inteligentna, otwarta i nawet w pokutnym worze wygląda jak milion dolców. 

Chyba każda z nas zna Krystynę Jandę – prawdziwą damę polskiego teatru. I choć nie ma wiele wspólnego ze słownikowym pojęciem DAMY, to każda z nas chciałaby mieć tyle klasy co ona.
fot.: Adam Kłosiński

E – JAK ENERGIA

Ponieważ nasz alfabet jest pozytywny, pominiemy temat wszelkiego voo-doo, wampirów energetycznych, hejterów, zazdrośników etc. Skupimy się na energii pozytywnej, takiej która swoje źródło ma w dobrych intencjach, pozytywnych wibracjach, dobrych życzeniach.

Na pewno spotkałaś się ze stwierdzeniem, że wszystko, co wysyłasz światu otrzymujesz z powrotem z podwójną mocą. Jestem absolutną zwolenniczką tej teorii. Całkiem niedawno zetknęłam się z takim zdaniem: „Kimkolwiek jesteś, życzę Ci dobrze!”. Jestem fanką tego tekstu! W tym jednym krótkim zdaniu zawiera się cała definicja dobrej energii. Kimkolwiek jesteś życzę Ci dobrze! Jeśli będzie Ci się układać, będziesz szczęśliwa i spełniona, może któregoś dnia spotkamy się na ulicy i obdarzysz mnie najpiękniejszym uśmiechem jaki kiedykolwiek widziałam. Twoje szczęśliwe życie będzie miało wpływ na twoje otoczenie – na współpracowników, rodzinę, a nawet na panią w warzywniaku. Niech Ci się wiedzie!

Pamiętaj, że wszystkie życzenia, które wysyłasz do czasu i przestrzeni w końcu się spełniają. Nie życz więc nikomu źle, bo może ono wrócić do Ciebie w najmniej spodziewanym momencie.
źródło: Pinterest

F – JAK FLIRT

Słowo flirt pochodzi od starofrancuskiego conter fleurette, co znaczy „(próbować) kusić”. Dla mnie to gra między dwojgiem osób, na którą składają się gesty, język, mowa ciała, pozy. Ta zabawa bywa niezwykle przyjemna i według mnie nie ma w niej absolutnie nic złego. Flirt najczęściej rozpoczyna kontakt wzrokowy, czasami okazjonalny dotyk, droczenie się etc. Flirt jest częścią naszej nieco pokręconej kobiecej natury! Warto to …. Zaakceptować. Akceptacji szukaj pod literką A.

Hmmm, a może by tak poflirtować z własnym partnerem…?
źródło: Pinterest

Jak budować samodzielność u dzieci.

Od kiedy pamiętam moja Mama mówiła mi – Umiesz liczyć? Licz na siebie. Żeby było zabawnie – to ona była największą kwoką świata, dbała o nas jak tylko umiała najlepiej, gotowała ulubione przysmaki, głaskała po głowie w chwilach niepowodzeń i gadała do upadłego „Załóż czapkę! Zabierz rękawiczki! Ubierz kurtkę!”. Bywała oczywiście wkurzona, kiedy nie umyliśmy naczyń albo dostawaliśmy słabe oceny i nieraz robiła coś za nas, mimo, że to my mieliśmy iść do sklepu albo odkurzyć. Do dzisiaj nie zmieniła się ani o jotę, a umówmy się – ja jestem już starą babą, a ona babcią 😉

Do dzisiaj bardzo często rozmawiamy. dzwonię do niej niemal codziennie, bo wiem, że będzie jej przykro, kiedy tego nie zrobię. W końcu jest moją Mamuńcią najwspanialszą 😉 Ale to, co nas najbardziej łączy nie wynika tylko z więzów krwi. My się po prostu przyjaźnimy. Kiedy mam problem – najpierw dzwonię do Agaty, a potem do Mamy. Albo odwrotnie, to nie ma znaczenia. Ale to z Mamą rozmawiam najwięcej, bo ta kobieta ma w sobie niewiarygodną siłę, spokój i pogodę ducha. Bez względu na to, jakie przeciwności losu spotykała na swojej drodze – zawsze pokonywała je z wrodzonym stoicyzmem i uśmiechem. Taka malutka i delikatna, a Tytan normalnie. Zazdroszczę jej tego do dziś, bo niestety ja taka nie jestem.

mama i ja

Wszystko, co wiem o życiu, przekazała mi moja Mama. Kiedy na nią patrzę to wiem, że nie trzeba kończyć żadnego uniwersytetu, żeby być mądrym i otwartym człowiekiem. To ona nauczyła mnie tolerancji i otwartości na inne kultury, to ona pomimo chudego portfela ciągała mnie po Polsce, żebym zobaczyła cokolwiek poza Kołobrzegiem, to ona zdecydowała się płacić za moje liceum społeczne wiedząc, że jestem za delikatnym wariatem, żeby uczyć się w wielkim szkolnym molochu. I to ona wpoiła mi jeszcze jedną zasadę: „Przechodź przez życie z podniesionym czołem i w pogodzie ducha, a nic cię nie złamie.”

Dzisiaj sama mam dwoje dzieci i wiem, jak trudno jest przekazać im uniwersalne wartości – bez zadęcia i moralizatorskich gadek. Trudno jest wpoić dzieciom imperatyw moralny, aby w późniejszym życiu nie wykorzystały go przeciwko innym ludziom (odsyłam do Kanta ;). W ogóle trudno być rodzicem w dzisiejszych czasach…

Ale kiedy zaczynam się zastanawiać, czy na pewno dobrze wychowuję moje dzieci, przypominam sobie zaraz, jaki sposób kształtowała mnie moja Mama… Ona po prostu dała mi WOLNOŚĆ i SAMODZIELNOŚĆ.

samodzielne dzieci

Pamiętam, że kiedy byłam w trzeciej klasie liceum i zaczynałam myśleć o studiach, poprosiłam Mamę o możliwość objechania wszystkich interesujących mnie uczelni, żeby zobaczyć, jaki „klimat na nich panuje”. Zabijcie, naprawdę nie wiem, po co mi to było, ale zgodziła się a to i tak przez dwa tygodnie ferii zimowych bujałam się po Polsce pomieszkując u ciotek i odwiedzając wszystkie większe uczelnie. Przypominam, że nie było wtedy komórek i nie było ze mną większego kontaktu, ale rodzice zaufali mi, dali mi wolność w podejmowaniu decyzji, jak wykorzystam ten czas. W ten sam sposób ufali mi we wszystkim – wyjeżdżałam w góry z koleżankami z liceum, na biwaki (tak, tak, kiedyś się jeździło!), z marnymi groszami w kieszeni. I co? I nico. Trzeba było brać za siebie odpowiedzialność – załatwić sobie pole namiotowe, ogarnąć posiłki i zmokłe ręczniki, jeśli się ich nie schowało przed burzą. Miałam oczywiście głupie pomysły jak każdy dzieciak, ale w życiu nie wpadło mi do głowy wyjść w klapkach na Rysy.

Tego samego uczę teraz moich dzieci: muszą się same organizować. Nie jestem cerberem z zegarkiem w ręku wyliczającym, ile czasu mają na spotkania z kolegami, a ile na naukę. Sami muszą to sobie poustawiać. Jeśli przebalują cały dzień na boisku to mogą mieć pewność, że lekcje będą odrabiać o późnym wieczorem. No, chyba, że mają na popołudnie 😉 Jeśli nie przygotują sobie materiałów na plastykę – trudno, dostaną jedynkę. Jeśli zgubią ulubiony gadżet pomimo moich ostrzeżeń, żeby nie szwendać się z nim po podwórku – trudno, muszą odkupić z własnych kieszonkowych. Może i jest to nauka odpowiedzialności level hard, ale jest skuteczna i nie powoduje rozczarowania: taka była między nami umowa i dotrzymujemy jej warunków.

everydayofficial

Z drugiej strony – jeśli wyjeżdżamy na weekend, a moja Córka nie ma ochoty nam towarzyszyć – może zostać sama w domu i wiem, że po powrocie nie zastanę w chacie widoku jak z Jumanji 😉 A jeśli ma ochotę zostać dłużej u koleżanki pomimo sprawdzianu następnego dnia – nie ma sprawy, to jej sprawa, czy dostanie 1 czy 6 ;).

Po latach takiego wychowania widzę naprawdę fajne efekty: mam dwójkę samodzielnych, ogarniętych dzieciaków, które potrafią samodzielnie zarządzać swoim czasem i obowiązkami. Oczywiście do dzisiaj wkurzam się o nieposprzątane buty w przedpokoju i milion kubków rozsianych po mieszkaniu… Ale kiedy w wolną sobotę Synek przynosi nam śniadanie do łóżka to myślę sobie po pierwsze, że dobrze że nie uciął sobie palców, a zaraz potem, że te dzieci wyjdą w świat z dobrym przygotowaniem, jako ludzie mądrzy, otwarci, wolni w swoich poglądach i samodzielni.

Dziękuję Ci Mamo za każdą lekcję, jaką od Ciebie dostałam.

wolność wyboru

PS. Zdjęcia są naprawdę stare, więc musicie wybaczyć jakość, ale mają one dla mnie wymiar sentymentalny i nie chciałam w nich nic zmieniać. W końcu – Precz z doskonałością!

 

Pokochaj swoje zmarszczki, czyli precz z doskonałością!

Kocham swoje zmarszczki. Jestem w takim wieku, że nie muszę się ich wstydzić. Urzekają mnie zwłaszcza te wokół oczu. Są urocze, powstały od śmiania się. Czy zatem są czymś złym? Uważam, że absolutnie nie. I będę bronić swojego zdania jak niepodległości. To co w nas seksowne jest zazwyczaj subtelne i ukryte wewnątrz nas.

Uwielbiam ludzi. Ci, którymi się otaczam inspirują mnie i zachwycają. Mam wśród znajomych wiele kobiet. Większość z nich jest w dojrzałym wieku, pracują, wychowują dzieci, realizują swoje pasje. Lubię na nie patrzeć, rozmawiać z nimi, często mnie sobą zachwycają i motywują. Myślę o ich fizyczności, o tym że są piękne. Dochodzę do wniosku, że to co w nich jest wyjątkowe to właśnie naturalność. Weźmy na przykład takie zmarszczki, znienawidzona oznaka czasu wielu ludzi. Współczesny świat wymyślił na nie tysiące sposobów. Wszystkie mają jeden mianownik, walka z czasem. Za wszelką cenę chcą nam powiedzieć, że one są naszym wrogiem, że trzeba z nimi walczyć. Kremami, zastrzykami, laserami. Naprawdę? Po co?

Kocham swoje zmarszczki. Jestem w takim wieku, że nie muszę się ich wstydzić. Urzekają mnie zwłaszcza te wokół oczu. Są urocze, powstały od śmiania się. Czy zatem są czymś złym? Uważam, że absolutnie nie. I będę bronić swojego zdania jak niepodległości. To co w nas seksowne jest zazwyczaj subtelne i ukryte wewnątrz nas.

IMG_3271Sposób w jaki przekręcasz głową, iskierki w oczach kiedy czujesz się silna, spokojna, kochana. Twoje dłonie, które splatasz na kolanie podczas siadania, niesforny kosmyk opadający za czoło, muśnięty słońcem dekolt który odsłania letnia sukienka. Twoje piegi i rozjaśnione słonkiem pasemka włosów, czy zaróżowione policzki na mrozie. Tembr Twojego głosu, to jak nucisz ulubioną balladę przy gotowaniu ulubionej potrawy, Twoje wzruszenie podczas romantycznego filmu. Twój szczery uśmiech.

Aż wreszcie NAJseksowniejszy jest Twój – mózg 🙂

Twoje wartości. To w jaki sposób formułujesz myśli, jak dyskutujesz i dzielisz się emocjami i swoimi opiniami. Twoja świadomość i siła, emocjonalność, poczucie humoru. To jak postrzegasz świat i jak przyjmujesz to co przynosi Ci życie, jak traktujesz innych to co dajesz im od siebie. To kim naprawdę jesteś, o czym marzysz, czego tak prawdziwie pragniesz.

Cała reszta jest dodatkiem, dopełnieniem, wartością dodaną do wyjątkowej Ciebie. Tak to widzę i dobrze mi z tym jak cholera!

Najpiękniejsza jesteś wtedy kiedy jesteś po prostu sobą, kiedy nie musisz udawać, niczego nikomu udowadniać. Wtedy gdy masz pełną świadomość siebie, nie tracisz czasu na porównywanie się i niezdrową rywalizację. Kiedy skupiasz się na sobie i na własnym rozwoju, nad pielęgnacją nie tylko ciała, ale też duszy. Wtedy opinie innych, to co sugerują reklamy koncernów i kolorowe magazyny mogą być dla Ciebie wskazówkami, jeśli sama tak zdecydujesz, nigdy z kolei nie zdeterminują poczucia Twojej wartości, nie zmanipujują, nie osłabią Ciebie.

Puszczam do Ciebie oko i mówię, nie ważne tak naprawdę ile masz lat –  jesteś w najlepszym możliwym dla siebie wieku! ???? Ogłaszamy wszem i wobec: Precz z doskonałością! Czas na bycie sobą!

 Agata