My, pokolenie lat 80-tych

Przez większość życia zmuszałam siebie do grania ról, udawania zadowolenia. Tak trzeba, powtarzałam sobie i to nawet wtedy gdy czułam, że nie jest to dla mnie dobre. Nauczona odpuszczania i ustępowania do dzisiaj trudno radzę sobie z asertywnością, w której ćwiczenie wkładam ostatnio sporo energii. O innych umiałam się bić od zawsze, za to siebie? – pozostawiałam gdzieś na szarym końcu. Dlaczego? Ponieważ wszelkie objawy zdrowego egoizmu potrafiłam w sekundzie stłumić wyrzutami sumienia i skarcić się za myślenie o sobie.

Urodziłam się w latach osiemdziesiątych. Mieszkałyśmy z mamą, babcią i ciocią w małym M3 w bloku z wielkiej płyty. Mam różne wspomnienia z dzieciństwa: urywki piosenek Zbigniewa Wodeckiego i Zdzisławy Sośnickiej w „Koncercie życzeń”, Tony Halik i Elżbieta Dzikowska z „Pieprz i Wanilia”, pierwsze radio ze wzmacniaczem i melodię „I’m Bad” Michaela Jacksona. Zapach wakacji, szum morza, smak brudnych jabłek z „grandy”, potargana wyjściowa sukienka i buty z plastiku utopione w krowim placku na łące. Byliśmy zwykłymi dziećmi, nie mieliśmy własnych pieniędzy, smartfonów, komputerów, telewizorów czy game boxów. Ba, nawet sami byliśmy pilotami do czarno-białych telewizorów. Babcia krzyczała z wersalki: Aga przełącz kanał na dwójkę! I cóż było robić, przełączałam, nawet kilka razy pod rząd. Na „Niewolnicę Izaurę” pustoszały wszystkie alejki i place zabaw….. Takie to były dziwne czasy…….
Nie mieliśmy kart kredytowych, galerii handlowych, ani nawet internetu, nie robiliśmy selfie, ani instastory, nie pisaliśmy blogów, co najwyżej zwierzaliśmy się z miłosnych zawodów w skoroszycie o szarych, makulaturowych kartkach, chowanych pod poduszką. Piliśmy oranżadę z warzywniaka w woreczku, w który wkładało się słomkę, rarytasem były gumy Donalds, a fast foodami dmuchany ryż i prażynki ziemniaczane. Nikt z nas wtedy nie liczył kalorii, ani nie analizował składów. Za to mieliśmy siebie, mieliśmy czas, mieliśmy marzenia. Wakacje spędzałam w zakomarzonym lesie w domku z dykty bez ubikacji, a szczczytem moich marzeń była Barbie z Pewexu, trampki z czechosłowacji i paletka do batmingtona 😊 koniecznie czarna.
Oprócz nostalgii, która czuję na wspomnienie wszystkiego powyższego niestety w pamięci mam również rzeczy, które w dzieciństwie traktowałam jak konieczność, prawo, zasadę, a dzisiaj z politowaniem kiwam głową i wzdrygam się na samą myśl. Otóż wpajano nam pewnego rodzaju bezkompromisową „karność” i zależność wobec dorosłych, przełożonych, nauczycieli etc. Nie wolno nam było mieć własnego zdania, (zwłaszcza odmiennego), dyskutować, podważać autorytetu, zadawać trudnych pytań, Broń Boże śmiać się, wiedzieć więcej, analizować i podejmować samodzielnie decyzje. Generalnie co do zasady wszyscy dorośli mieli rację i to tak zupełnie bez logicznego wytłumaczenia. Tak, bo tak…. Wiedzieli co dla nas jest najlepsze. Najważniejsza była punktualność, stopnie w szkole, zdobyty dyplomy i skończone uczelnie, które definiowano jako sukces lub jego brak. Nikt nie interesował się za bardzo tym kim jesteśmy, jakie są nasze uczucia i czego tak naprawdę chcemy. A my? Genialnie graliśmy wyznaczone nam rolę.

andrei-lazarev-706912-unsplash
Będąc już dorosłą, dojrzałą kobietą posiadająca własne dzieci wreszcie wyraźnie dostrzegłam jaki wpływ wywarło na mnie takie wychowanie i jak do dzisiaj wyryte w mojej świadomości zasady potrafią determinować moje wybory, postawy, zachowania, a nawet uczucia i to często nieświadomie.
Przez większość życia zmuszałam siebie do grania ról i udawania zadowolenia. Tak trzeba, powtarzałam sobie i to nawet wtedy gdy czułam, że nie jest to dla mnie dobre. Nauczona odpuszczania i ustępowania do dzisiaj trudno radzę sobie z asertywnością, w której ćwiczenie wkładam ostatnio sporo energii. O innych umiałam się bić od zawsze, za to siebie? – pozostawiałam gdzieś na szarym końcu. Dlaczego? Ponieważ wszelkie objawy zdrowego egoizmu potrafiłam w sekundzie stłumić wyrzutami sumienia i skarcić się za myślenie o sobie.
Życie pokazało mi jak potężna i niszczycielka jest to maszyna… stworzona do destrukcji, bo spełnianie oczekiwań jest niczym noszenie za małych butów. Uwierają Cię, krew się leje ale dalej wciskasz je na nogi. Deformują Ci stopę i spowalniają chodzenie, ale uparcie wciąż je nosisz….Tylko po co?
Jakiś czas temu Ania napisała tekst o mądrym rodzicielstwie, o dawaniu marginesu na błędy, o samodzielności i decyzjach, których konsekwencje ponosi jedynie ten, który je podjął. I wiecie co? Właśnie tego w latach mojego dzieciństwa mi brakowało.

W czasie, kiedy zdawałam egzamin do szkoły średniej, mama nie pozwoliła mi iść do technikum bo chciała koniecznie żebym skończyła liceum. No to skończyłam i zdałam maturę. Później musiałam podjąć ważną dla siebie decyzję – co dalej? Zasadniczo nie wiedziałam i wybór padł trochę na chybił-trafił. Poszłam na studia – szalenie modne wówczas „zarządzanie”. Masa ludzi wtedy chciała zarządzać lub coś reklamować. Skończyłam najpierw studia licencjackie, a później magisterkę. Fajne to były czasy, jednak żyliśmy od egzaminu do egzaminu. I nadal trochę bez celu.

priscilla-du-preez-234138-unsplash

Pierwsze rozczarowanie przyszło tuż po odebraniu dyplomu. Wyszliśmy na rynek pracy, z dumnymi tytułami, ale nie umiejąc praktycznie nic. Bez poczucia, co chcemy robić i kim naprawdę być. Nikt nas nigdy o to nie zapytał. W moim rodzinnym mieście żartowano, ze jak rzucisz kamieniem, to na pewno trafisz w k…ę lub magistra.

Kiedy po raz pierwszy weszliśmy na rynek pracy, okazało się że nikt nie chce nas zatrudnić, ani nam godziwie zapłacić. Przeszłam przez staże, umowy śmieciowe i dziwne kawałki etatów. Moja pierwsza pracodawczyni koncertowo z uśmiechem na ustach robiła mnie w balona. Przez długi czas bałam się odezwać. Dużo ode mnie starsza kobieta, z pozycji szefa ciągle wymyślała nierealne plany, oczekiwała poświęceniu i wiecznie powtarzała, że traktuje mnie jak własną „córkę”. Justynie, która pracowała przede mną mówiła to samo, a później jak skończył się płatny z UP staż wysłała na urlop, a następnie pod byle pretekstem – zakończyła współpracę. Nigdy nie zapomnę tego dnia kiedy dała mi do ręki ulotki i kazała rozdawać ludziom na przystankach. To wtedy powiedziałam sobie wewnętrznie pierwszy raz „nie”. Nie po to przecież studiowałam tyle lat! Widziałam to wszystko, wewnątrz czułam odrazę, ale tkwiłam tam trochę, ponieważ myślałam o tym, że to moja pierwsza praca i bardzo skutecznie blokował mnie zaciągnięty w dzieciństwie hamulec – starszych i przełożonych należy szanować. Dzień, w którym położyłam jej na biurku wypowiedzenie był cudownie błogi. Jej mina? Bezcenna! Nagle z „córki” stałam się wrogiem nr 1, przecież nie miałam prawa odejść. Życie dało mi cenną lekcję (jedną z wielu) i zrozumiałam, że warto słuchać swojej intuicji. Od początku przecież wyczuwałam zamiary tego człowieka, widziałam jak manipuluje ludźmi. Do dzisiaj żałuję, że nie miałam wtedy odwagi powiedzieć jej tego wprost.

Jak myślę dzisiaj o tym to zastanawiam się, co na moim miejscu zrobiłaby moja córka? Jestem pewna, że natychmiast rzuciłaby papierami, powiedziała otwarcie, co o tym myśli i zgłosiła niecny proceder wykorzystywania stażystów przez panią J do urzędu pracy. A ja? Byłabym z niej bardzo dumna!

Agata

rawpixel-1061390-unsplash

B’apka czyli 10 aplikacji na telefon bardzo przydatnych kobiecie w codziennym życiu.

Umówiłam się niedawno z Agatą w Gdyni. Czekam na nią już dłuższą chwilę i jestem trochę zdziwiona, bo zazwyczaj to ja się haniebnie spóźniam, a tutaj czas mija, a jej nie ma… W końcu wpada do mnie wściekła jak osa i klnie od wejścia: „Czy Ty wiesz, że wszystkie parkometry zepsute i biegałam jak ten osioł po okolicy, żeby zapłacić za auto?!” Patrzę na nią ze zdziwieniem i pytam: „A to ty nie masz aplikacji do parkowania?”

Agata zaczęła się śmiać jak szalona i powiedziała: „Anka, ty masz na wszystko aplikacje, musisz o tym napisać tekst!”

No to piszę:)

Umówiłam się niedawno z Agatą w Gdyni. Czekam na nią już dłuższą chwilę i jestem trochę zdziwiona, bo zazwyczaj to ja się haniebnie spóźniam, a tutaj czas mija, a jej nie ma… W końcu wpada do mnie wściekła jak osa i klnie od wejścia: „Czy Ty wiesz, że wszystkie parkometry zepsute i biegałam jak ten osioł po okolicy, żeby zapłacić za auto?!” Patrzę na nią ze zdziwieniem i pytam: „A to ty nie masz aplikacji do parkowania?”

Agata zaczęła się śmiać jak szalona i powiedziała: „Anka, ty masz na wszystko aplikacje, musisz o tym napisać tekst!”

No to piszę:)

Faktycznie korzystam na co dzień z kilku bardzo przydatnych aplikacji. Pierwszą z nich jest

mobiparking

MOBIPARKING, a właściwie aplikacja SKY CASH daje możliwość opłacania miejsca parkingowego właściwie w każdym mieście w Polsce, które posiada parkometry. Nie musisz już dbać o drobne do parkometru, wystarczy, że ściągniesz aplikację, zasilisz konto jakąś kwotą i wprowadzisz numer rejestracyjny swojego auta. Kiedy zatrzymasz się w strefie parkowania – wystarczy, że włączysz opcję parkowania w telefonie i możesz wyjść z auta. Acha – bardzo ważne! Musisz mieć na szybie naklejkę MOBIPARKING, albo przynajmniej kartkę z takim napisem, inaczej auto będzie traktowane jak pojazd bez opłaconego postoju.

Ja lubię tę aplikację za dokładne wyliczenie czasu parkowania – płacisz tylko za faktyczny czas postoju i nie martwisz się, że zapłaciłaś za mało, albo że musisz biec po kolejny bilet parkingowy, bo czas ucieka, a Ty ciągle stoisz przed półką z winami nie mogąc się zdecydować, które wybrać na wieczorne spotkanie z przyjaciółką.

No właśnie. Niełatwo wybrać dobre wino. Niektórzy mają szczęście znać bardzo fajnego sommeliera, który w weekendy urzęduje w Auchan i świetnie dobiera przepyszne wina, które nie kosztują milion monet. Dla tych, którzy nie mają takich znajomości powstała aplikacja

biały t-shirt (lub koszula)

VIVINO to najfajniejsza aplikacja ever. Koooocham dobre wino i lubię je zwłaszcza do posiłku. Dobrze dobrane podkreśla smak potraw i sprawia, że spotkanie z przyjaciółmi nie kończy się bólem głowy następnego dnia spowodowanym alkoholem kiepskiej jakości.

Nie jestem jednak znawcą i przyznam, że chociaż mam już jako taką wiedzę i posmakowałam juz trochę różnych szczepów, to stojąc przed półką pełną różnych butelek zawsze zastanawiam się nad wyborem – będzie smaczne, czy wyląduje w spiżarce jako dodatek do gulaszu?

Na szczęście to właśnie fantastyczny sommelier poradził mi zainstalowanie tej aplikacji – w razie, gdybym nie spotkała go w sklepie 🙂

Znajdziesz w niej najlepsze wina w różnych przedziałach cenowych, posegregowane według szczepów, albo polecane do konkretnych potraw. Ale przede wszystkim – MOŻESZ ZROBIĆ ZDJĘCIE! Nie, nie selfie 🙂 Możesz zrobić zdjęcie etykiety na butelce i przesłać do aplikacji. Ona wtedy porówna z setkami zdjęć innych użytkowników i odpowie Ci, jak inni oceniają to wino i jaka jest jego przybliżona cena.

Musze przyznać, że działa to bardzo fajnie. Przede wszystkim – dostajesz informację od innych użytkowników, którzy piszą, czy wino im smakowało i wiesz ile powinno kosztować. Z doświadczenia wiem, że całkiem dobre wina, to te, które mają powyżej 3,3 gwiazdek:)

Acha, nie zapomnij też ocenić wybranego przez siebie wina.

Jak już jesteśmy przy winie – czy wiecie, że wino, nawet najlepsze, bardzo odwadnia? Kto pamięta o wypiciu szklanki wody co dwie – trzy godziny? Ja nie, a co najgorsze – nie piję w zimie chłodnej wody, bo po prostu nie lubię i robi mi się od niej jeszcze bardziej zimno.  O zrobieniu sobie naparu z imbirem i cytryną zapominam tym bardziej, więc przypominajka w formie aplikacji DRINK WATER REMINDER jest naprawdę na wagę złota.

biały t-shirt (lub koszula)-3

Od kiedy ją zainstalowałam (prawie) pilnuję dziennego dziennego nawadniania – chociaż  wciąż nie przekonałam się do picia samej wody w zimie;) Takich aplikacji na telefon jest sporo do pobrania, ja akurat polubiłam właśnie tę, ale na pewno możecie dopasować coś do swoich potrzeb.

Jak już piszę o piciu wina i jedzeniu to nasuwa mi się od razu aplikacja TRIPADVISOR, która znacząco ułatwia podróżowanie, ale nie tylko…

biały t-shirt (lub koszula)-4

Pozwoli Ci również znaleźć fajne restauracje w miejscu, do którego się wybierasz (możesz sobie wybrać dokładny obszar twojego pobytu, rodzaj kuchni i nawet zakres cen). Pod wybranym obiektem będziesz mogła nawet przeczytać wszystkie recenzje knajpki:) My w ten sposób znaleźliśmy w Pisie miniaturową knajpkę z kanapkami I PORCHI COMODI i nie były to zwykłe kanapki, tylko coś niebiańskiego: przepyszny miejscowy chleb z dodatkami wspaniałych wędlin, past, oliwy i mnóstwa pyszności. Na co dzień nie przepadam za mięsem, ale tam miałam ochotę zjeść wszystkie wędliny z lady!

Tripadvisor pomoże Ci także znaleźć miejscowe atrakcje, pokaże co i o której godzinie jest otwarte, a także ceny biletów wstępu i drogę dojścia na miejsce. Ja bardzo chętnie szukam hoteli i apartamentów przez tę aplikację, chociaż najczęściej korzystam z BOOKING.COM.

Kiedy jestem za granicą zazwyczaj wynajmuję apartamenty, żeby mieć możliwość ugotowania małego posiłku, lub po prostu zjedzenia śniadania bez biegania po okolicy w poszukiwaniu knajpki z kawą i bagietką:) Lubię miejscowe specjały. Kupuję na miejscowych targach i w małych sklepikach. O ile na targu mogę kupić same świeże warzywa o tyle w sklepie spożywczym regularnie używam aplikacji

biały t-shirt (lub koszula)-5

która znacznie ułatwia mi życie, bo nie kupuję niczego, co ma w składzie olej palmowy, syrop glukozowo-fruktozowy i konserwanty. ZDROWE ZAKUPY to dla mnie najlepszy wybór, bo nie znoszę spędzać czasu w sklepie czytając wszystkie etykietki.

Kiedy nie bardzo wiesz, co oznaczają znaczki na etykiecie, skanujesz kod kreskowy, jakbyś robiła zdjęcie i po chwili pojawia się czytelny, jasny opis danego produktu wraz z  informacjami o składzie i ostrzeżeniami gdy jakiś składnik jest niezdrowy. W bazie  aplikacji znajduje się ponad 80 tysięcy produktów, a niektóre nawet powiązano z innymi, przez co program może nam podpowiedzieć zdrowe zamienniki.

 Niedawno Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport, z którego wynika, że przeciętny Polak zjada rocznie średnio 2 KG dodatków do żywności takich jak konserwanty, ulepszacze, słodziki, emulgatory, wzmacniacze smaku czy sztuczne barwniki. Straszne. Nietrudno się domyśleć, że najbardziej uderza to w nasze dzieci, które w szczególny sposób podatne są na wszelkie reklamy i kolorowe, nęcące etykiety. Niektóre produkty zawierają tak wielką liczbę wszelkiego rodzaju dodatków, że czasem zastawiam się, czy to jeszcze jest jadalne? Warto wiedzieć, że w Unii Europejskiej dopuszczono do obrotu ponad 330 różnych dodatków do żywności (w Polsce dzienne limity spożycia określono dla 200 składników). Warto wiedzieć co się je i kupuje, gdyż im więcej polepszaczy składu żywności tym większe ryzyko alergii pokarmowych oraz chorób, w tym nowotworowych! Więc jeśli nie masz pewności, czy dany produkt jest w porządku zeskanuj go aplikacją 😉

Kiedy idę na zakupy lubię mieć dokładną listę, żeby nie chodzić dwa razy, bo zazwyczaj zapominam kluczowego składnika obiadu. Po drugie – lista pomaga kupować tylko najpotrzebniejsze rzeczy, co przekłada się na mniejszą ilość śmieci i nie marnowanie jedzenia. To naprawdę duży problem współczesnego świata i niestety nie omija Polski. Ubiegłoroczny raport Federacji Banków Żywności pokazuje, ze czteroosobowa rodzina wyrzuca miesięcznie jedzenie o wartości około 200 zł. W czołówce znajdują się warzywa i owoce, a głównym czynnikiem marnowania żywności jest przegapienie terminu przydatności do spożycia.

Żeby więc kupować odpowiedzialnie warto iść do sklepu z dokładną listą. Co z tego, kiedy już kilkakrotnie udało mi się ja zgubić wyciągając na przykład rękawiczki z kieszeni? Potem chodziłam po sklepie jak dziecko we mgle próbując przypomnieć sobie, czy mam w domu cebulę… Dlatego zawsze używam aplikacji

biały t-shirt (lub koszula)-8

SHOPIE czyli po prostu LISTA ZAKUPÓW to intuicyjna apka, w której masz podział na kategorie podobnie jak w każdym sklepie: nabiał, pieczywo, warzywa itd. po kliknięciu w kategorię pojawia się naprawdę długa lista artykułów, które dodajesz do swojej listy zakupów. W sklepie odhaczasz rzeczy wrzucone do koszyka i masz z głowy. Możesz sobie dodatkowo tworzyć własne listy, na przykład pod Twoje ulubione przepisy. To opcja dla leniwych (to znaczy dla mnie i Agaty 😉

Wiecie już, że jestem leniwa i stosuje strategię za (chwilę). Sport jednak kocham od najmłodszych lat. Mam to po moim tacie. Jestem w nim całkiem niezła o ile wpadam w rytm systematyczności, której ciągle mi w życiu brakuje.

biały t-shirt (lub koszula)-6

ENDOMONDO to aplikacja nie tylko dla sportowców, ale powstała również z myślą o osobach takich jak ja. To pozycja obowiązkowa dla wszystkich aktywnych ludzi, którzy chcą popracować nad swoimi osiągnięciami lub po prostu mierzyć własne wyniki. Program umożliwia monitorowanie aktywność 50 dyscyplin sportowych od biegania po jazdę konną. Myślę, że z odpowiednim nastawieniem może naprawdę motywować do ruszenia czterech liter z kanapy. ENDOMONDO zapisuje Twoją codzienną aktywność i pokazuje na bieżąco postępy i wyniki. Naprawdę warto!

Jak wiecie – prawie rok temu Agata przeprowadziła się z Krakowa do Trójmiasta i w związku z tym specjalnie dla Was napisała o aplikacji

biały t-shirt (lub koszula)-7

która baaardzo ułatwiała jej życie zaraz po przeprowadzce:

GOOGLE MAPS uwielbiam i używam codziennie. Zwłaszcza po przeprowadzce do innego miasta wyładowany telefon wzbudzał we mnie lęk. Jak ja trafię do domu? Uzależniona od „skręć w prawo”, „skręć w lewo” etc. Jeden jedyny raz zdradziłam gogle mapsa z iphonowskimi Mapami. Anka zrywała boki, apka wyprowadziła mnie obwodnicą trójmiasta 30 kilometrów poza miejsce docelowe z uporem maniaka oznajmiając, ze oto w środku szczerego pola jestem na miejscu, czyli pod przedszkolem syna. Nigdy więcej jej nie odpaliłam. Zastanawiam się jak kiedyś używaliśmy tradycyjnych map?”

Odkąd powszechne stało się wykorzystywanie smartfonów do różnorakich operacji bankowych, płatności za zakupy online, rezerwowania hoteli itp., kwestia zabezpieczenia telefonu stała się ważniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Na rynku pojawiły się setki programów antywirusowych, a jednym z najlepszych z nich jest bezsprzecznie

biały t-shirt (lub koszula)-9

AVAST MOBILE SECURITY. Ta niezwykle przydatna aplikacja na telefon skutecznie chroni go przed dziesiątkami różnych zagrożeń – złośliwym oprogramowaniem, trojanami, phishingiem, zapewnia bezpieczeństwo podczas korzystania z otwartej sieci wifi i nie tylko! Avast Mobile Security & Antivirus umożliwia również namierzanie zaginionego telefonu oraz kontrolę i zdalne usuwanie danych nawet wtedy, gdy nie mamy bezpośredniego dostępu do naszego urządzenia. Naprawdę trzeba mieć zabezpieczony telefon, zwłaszcza, że używamy niezabezpieczonych sieci wifi w kawiarniach 🙂

No dobrze, jest juz bardzo późno i trzeba kończyć ten post, bo pewnie nie macie już ochoty czytać, a ja nie będę mogła zasnąć, jeśli za późno się położę (jest prawie północ). Niestety od wielu lat mam problemy ze snem, a teraz właśnie testuje aplikację

biały t-shirt (lub koszula)-10

SLEEP CYCLE to niezwykła aplikacja, która monitoruje nasz sen i wybudza nas rano w takim momencie snu, że wstajesz rano pełna energii, zamiast zmęczona jak koń po Pardubickiej pomimo przespania całej nocy. Rejestrując cykl naszego snu dostosowuje budzik i włącza go pomiędzy fazami głębokiego snu. Nigdy nie przypuszczałam, że będę potrzebowała aplikacji do zasypiania, ale ta jest naprawdę fajna – oprócz funkcji przyjemnego budzenia ma również bardzo fajną opcję usypiania: różne dźwięki natury od odgłosów burzy po ptaki śpiewające w egzotycznym lesie. Ja uwielbiam dźwięk wody i fal, więc nastawiam pół godziny chlupotania wody i już czuję się jakbym usypiała w koi po ciężkiej wachcie 😉

Aplikację możecie testować przez miesiąc za darmo, po okresie próbnym kosztuje 55 zł na rok.

Kochani, pamiętajcie, że to nasza absolutnie subiektywna lista fajnych aplikacji na telefon. Na pewno macie swoje ulubione apki, o których my nie wiemy, napiszcie więc o nich kilka słów w komentarzu.

Ania & Agata

 

 

Noworoczne postanowienia i dlaczego ich nie mam:)

Już od dawna nie obiecuję sobie, że cokolwiek zmieni się w moim życiu wraz z rozpoczęciem Nowego Roku. Jestem kompletnie pozbawiona silnej woli, a na dodatek uważam swoje życie za fajne i udane, a tym samym – nie widzę powodu, by cokolwiek w nim zmieniać 🙂

Każdy z nas ma jakieś noworoczne postanowienia. Rzucanie palenia, dieta, fitness (to lubię najbardziej!), zdrowe odżywianie. Lista bywa długa, postanowienia mocne, tyle że nasza silna wola kończy się zazwyczaj już w lutym…

 Ja już od dawna nie obiecuję sobie, że cokolwiek zmieni się w moim życiu wraz z rozpoczęciem Nowego Roku. Jestem kompletnie pozbawiona silnej woli, a na dodatek uważam swoje życie za fajne i udane, a tym samym – nie widzę powodu, by cokolwiek w nim zmieniać 🙂

A jednak… Zamiast postanowień mam PRAGNIENIA. Bo widzicie – pragnienia to są rzeczy, które naprawdę chciałoby się spełnić.

Jednym z moich największych pragnień jest wyjazd do Paryża na kilka dni. Nie na 2-3, ale na tydzień, żeby mieć czas poznać to piękne miasto, zagłębić się w galeriach, niespiesznie pić kawę w maleńkich kawiarenkach i spokojnie obejrzeć wszystko, co interesuje mnie w Luwrze.

Mam tez pragnienie rozwijania EVERYDAYOFFICIAL. Marzę o pięknych i funkcjonalnych ubraniach, o miękkich tkaninach i delikatnych dodatkach. Chciałabym, żeby się ta nasza mała firemka rozwijała i zyskiwała grono stałych klientek.

Pragnę żyć spokojnie. Bez pośpiechu, wariactwa, bez zwracania uwagi na drobiazgi, nie umytą podłogę czy naczynia w zlewie.

Pragnę zdrowia, więc odżywiam się najlepiej, jak tylko umiem, chociaż wiem, że można jeszcze lepiej.

I takie właśnie są moje przyziemne pragnienia… Nie rzucę palenia, bo nie palę. Alkoholu nie ograniczę, bo kieliszek wina do obiadu jest dla mnie dopełnieniem smaku potrawy. Powinnam się więcej ruszać, ale nienawidzę siłowni i biegania, zostaje więc joga, gorzej z wygospodarowaniem czasu na nią, ale że mam pragnienie zdrowia, to joga wpisuje się w nie idealnie.

A jakie są Wasze pragnienia?

IMG_7831

„Nike z Samotraki”
W wietrznych fałdach twych wiotkich
szat słyszę muzykę
Lotu, którego nie prześcigną ptaki
Czarująca bogini triumfu, o Nike
Co od wieków zdyszana leci z Samotraki
Pośpiech potężnych skrzydeł twych powietrze chłoszcze
Niosąc zwycięstwo, sławę i liście laurowe
Nie pragnę ich. I temu jedynie zazdroszczę
Dla, których w porywie swym straciłaś głowę
Leopold Staff

SUBIEKTYWNY, POZYTYWNY ALFABET CZTERDZIESTOLATKI CZĘŚĆ II

Kiedy myślę o kobietach, przychodzą mi na myśl… hormony. Ich poziom wyznacza nasze nastroje niczym busola Kapitana Jacka Sparrowa. Dół, góra, dół … góra. Hormony chodzą parami z humorami, prawie jak nieszczęścia.

G – JAK GADŻETY

Jestem sroką, a Ty? Uwielbiam dodatki, jestem gadżeciarą: kocham torebki, paski, wszelkiego rodzaju breloczki, etui, biżuterię, apaszki…. Która kobieta tego nie lubi? W dodatku moda bez akcesoriów nie istnieje. Wiem jedno – stanowią one fantastyczne wykończenie stroju i są najlepsze do podkreślania naszej osobowości. Stosując dodatki możemy sobie też pozwolić na odrobinę szaleństwa i nutkę ekstrawagancji. Kowbojski pasek, beret, lakierowana torebka – proszę bardzo, dlaczego nie? W końcu moda bywa niepoważną zabawą 😉 

Nasza sukienka BORDEAUX w towarzystwie:
botków z ćwiekami – ULMANI
torebki – FABIOLA
okularów – KochOptical
i beretu – Zara

H – JAK HORMONY

Kiedy myślę o kobietach, przychodzą mi na myśl… hormony. Ich poziom wyznacza nasze nastroje niczym busola Kapitana Jacka Sparrowa. Dół, góra, dół … góra. Hormony chodzą parami z humorami, prawie jak nieszczęścia. Może wynika to z naszej natury, bo my kobiety niestety częściej niż mężczyźni tracimy kontrolę nad emocjami i jak twierdziła Maria Czubaszek: „Kobieta z niczego jest w stanie zrobić obiad i awanturę”. Poza tym  „Faceci to są tacy szczęściarze, że nas mają. Idzie facet szukać czapki, mówisz mu gdzie jest, wraca, mówi, że nie ma. Idziesz z nim i k*rwa jest. Magia.”

Trochę te hormony przeszkadzają nam w życiu, ale bez nich też kiepsko: skóra robi się cienka i delikatna, uderzenia gorąca walą w nas falami jak sztorm na Bałtyku. Kto przeżył, ten wie, jak to jest oblać się wrzątkiem a potem wskoczyć do przerębla. Pół biedy, kiedy to się dzieje w domu, ale kiedy masz do poprowadzenia ważne szkolenie i oblewają cię na przemian zimne i gorące poty – wtedy zaczynasz marzyć o natychmiastowej ucieczce pod prysznic. A jeszcze lepiej – skoku do basenu pełnego chłodnej wody.

Tak, dokładnie tam chciałaby się znaleźć każda kobieta, która odczuwa skutki menopauzy 🙂
Źródło: PINTEREST

I – JAK INTELEKT

To bodaj najseksowniejsza część Twojego ciała. Męskiego z resztą też. Maria Czubaszek powiedziała „(…) nie wierzę, że jak ktoś hoduje bicepsy jak arbuzy, to może mieć jeszcze mózg. Mózg? Pomiędzy takimi mięśniami? Musi wyglądać jak orzeszek. A mózg to najseksowniejszy męski organ. Prawdziwa tragedia to przystojny facet ale durny i bez poczucia humoru”. A ja dodam, że prawdziwa tragedia to kobieta piękna jak bogini i pusta jak bęben Rolling Stones’ów. 

Z drugiej strony – oburza mnie łączenie intelektu z urodą. Znam wiele kobiet, które powielają stereotyp „ładna, ale na pewno głupia” myśląc o innych kobietach. Naprawdę? Trzeba być bezkształtną brzydulą, żeby mieć sprawnie działający mózg? Znam cała rzeszę kobiet, które są piękne i mądre, a na dodatek odważne w życiu: prowadzą firmy, wychowują dzieci, wspierają inne kobiety. No i kurcze – są po prostu swietnymi laskami bez względu na wiek, wagę i również – wygląd.

Ilona Adamska – inteligentna i piękna kobieta. 
Niezwykle pracowita: właścicielka agencji P.R., wydawczyni dwóch dużych portali, modelka, businesswoman. Kobieta – orkiestra w naszej sukience BORDEAUX

J – JAK JAKOŚĆ

Czy wiesz, że od słowa JAKOŚĆ do JAKOŚ dzieli nas jedna, jedyna głoska…….???

Cokolwiek robisz w życiu nadaj temu odpowiednią jakość. Nie zgadzaj się na bylejakość, tymczasowość  i wieczne prowizorki. Jesteś warta wszystkiego co najlepsze. Dlatego wybieraj mądrze – otaczaj się inspirującymi ludźmi, dbaj o siebie, poszukaj fajnej pracy   i kupuj porządne ubrania i buty. W pewnym momencie życia lepiej mieć mniej rzeczy, ale zdecydowanie lepszej jakości. Podobnie sprawa wygląda ze znajomymi – życie weryfikuje przyjaźnie i z biegiem lat okazuje się, że zostają przy nas ludzie, którzy może nie byli najbliżej nas, ale są lojalni i pomocni. To oni są prawdziwymi przyjaciółmi, a ich jakość poznajesz wtedy, gdy zaczynasz osiągać sukcesy.

Jeśli szukasz porządnych rzeczy – patrz na składy (metka w wewnętrznym szwie ubrania). Poliester Cię nie zabije, ale im mniej tym lepiej, w końcu nikt nie lubi nosić plastiku. 
Nasz płaszcz TAKE CONTROL uszyty jest z wyjątkowej mieszanki wełny i kaszmiru, co znaczy, że jest bardzo ciepły i bardzo lekki 🙂

K – JAK KOBIETA

Wygrałaś na loterii – urodziłaś się kobietą. Możesz wszystko. Jesteś mądra, piękna, silna, wrażliwa. Potrafisz kochać i nienawidzić, walczyć i poświęcać się, zdobywać i opiekować się. W jednej chwili potrafisz przemienić się z zagubionej dziewczynki w seksownego wampa. Możesz wszystko…!

Pamiętaj że nasza siła bierze się również z kobiecej solidarności i wsparcia które sobie nawzajem okazujemy. Od wielu lat musimy walczyć o swoje prawa, przypominając wciąż na nowo, że jesteśmy mądre, świadome i wartościowe. Walczymy o równouprawnienie w zarobków i obowiązków domowych, a jednocześnie potrafimy sobie robić eleganckie świństwa: obmawiać za plecami, wyśmiewać, wytykać krzywego zęba albo za duże pośladki, a potem udawać świętoszki. Same wtłaczamy się w jakieś ramy społeczne, które nas uwierają i chcemy, by inne kobiety również w nich tkwiły.  Gramy narzucone przez wieki role matek – cierpiętnic, matek – praczek i sprzątaczek, kobiet – gospodyń domowych. A przecież nie musi tak być.

Pamiętaj, że masz prawo do decydowania. Chcesz być pełnoetatową mamą i żoną – w porządku. Chcesz zarządzać korpo, lub prowadzić ciężarówkę – też w porządku. Nie musisz grać niewygodnych Ci ról, nie musisz spełniać oczekiwań, nie musisz poświęcać wszystkiego. Możesz się spełniać, realizować, być szczęśliwą i jednocześnie kochać i być dobrą dla bliskich. 

Ilona jest dla mnie przykładem kobiety, która swoją działalnością wspiera inne kobiety: dzięki niej udało nam się zebrać całkiem pokaźną sumę dla Stowarzyszenia Niebieski Motyl na organizację warsztatów dla pacjentek onkologicznych.
Ilona ma na sobie: 
płaszcz TAKE CONTROL
sukienkę CLAIRE

L – JAK „LUBIĘ TO!”

Rób to co lubisz! Rób to jak najczęściej i z przyjemnością – na zdrowie! endorfiny to szczęście, a szczęście ładuje Twoje akumulatory. Jeśli lubisz śpiewać – śpiewaj! Tańczyć – tańcz, uprawiać seks – kochaj się! Żeglować – pływaj! Chodzić po górach? – zdobywaj szczyty, jeździć na rowerze? – pedałuj! Jeść – smakuj! Pichcić – gotuj! Bądź dobra dla siebie, wykorzystuj swój czas najlepiej jak potrafisz. Masz go tylko raz i przeżyty – już nie wróci 🙂

Ł – JAK ŁAKOCIE

Która kobieta nie lubi tiramisu, brownie czy lodów śmietankowych? Bo co lepiej koi smutki i gorzki smak niepowodzenia niż słodycze? Fakt, że po nich jeansy robią się ciaśniejsze – trzeba uważać, ale odrobina luksusu od czasu do czasu jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Prawda? Po za tym czekolada robiona jest z kakao, a kakao to roślina, rośliny to zdrowie… więc w sumie…. o co ten cały szum? 

W sumie to zdjęcie jest najlepsza ilustracją do obydwu liter 🙂
„LUBIĘ TO” i „ŁAKOCIE” zawsze idą w parze:)
Ilona ma na sobie prototyp naszej nowej sukienki.

SUBIEKTYWNY, POZYTYWNY ALFABET CZTERDZIESTOLATKI CZĘŚĆ I

A – JAK AKCEPTACJA

Masz już czterdzieści lat i coś nie coś o życiu już przecież wiesz. Z czym zatem kojarzy Ci się słowo akceptacja?  Akceptacja to takie słowo – „wytrych”, który pomaga mierzyć się z wszelkimi problemami i kłopotami w Twoim życiu. Najprostsza definicja akceptacji to pogodzenie/godzenie się z czymś czego zmienić nie możesz lub z jakiś powodów nie potrafisz. Pomyśl, ile czasu, energii i uwagi poświęciłaś na walkę z rzeczami, których i tak nie udało Ci się zmienić. 

Pamiętaj, że akceptacja zawsze ma co do zasady wydźwięk pozytywny, nie można jej zatem mylić z poddawaniem się, odpuszczaniem, rezygnacją czy przegrywaniem. Akceptacja to świadoma zgoda na coś, nie jest czynnością dokonaną, a procesem, który należy codziennie ćwiczyć i powtarzać. Akceptacja to tez swojego rodzaju WYBÓR.

Mówi się, że akceptacja ma dodatni odcień znaczeniowy:)
Sweter GRAFIT

B – JAK BOGACTWO

Kiedy myślisz o bogactwie – jaka jest pierwsza rzecz, która pierwsza przychodzi Ci na myśl? Oczywiście pieniądze! Z mojego punktu widzenia środki materialne powinny służyć do zaspokajania potrzeb, realizowania się, budowaniu stabilizacji i zapewnieniu sobie bezpieczeństwa oraz spełnianiu pragnień i sprawiania sobie przyjemności. Jeśli nie urodziłaś się bogata, jedyną drogą do posiadania pieniędzy jest …. praca. Nie Mam nic złego w tym, że chcesz się realizować, że marzysz o sukcesie. Pamiętaj, że to Ty decydujesz, gdzie, ile i jak będziesz pracować. W Tobie jest siła i możliwości. 

Niezależnie od tego co materialne, jako dojrzała kobieta wiem już, że absolutnie najcenniejszymi rzeczami na świecie jest rodzina, przyjaciele i zdrowie. Są to wartości nieprzeliczalne na żadne pieniądze. Pracuj więc, realizuj się i zarabiaj, mając z „z tyłu głowy”, że najcenniejszym bogactwem jest czas i dane nam życie. 

Żadne pieniądze nie zastąpią radości drobiazgów. Wyjdź z domu, odetchnij, ciesz się słońcem.
Sukienka PEONY

C – JAK CIAŁO

Jako niemal czterdziestolatce wreszcie udało mi się zrozumieć, że moje Ciało to Mój dom. Najlepszy i jedyny jaki kiedykolwiek miałam i będę mieć. Nie mogę go wyrzucić, wymienić ani oddać, w moim interesie jest zatem zadbanie o jego kondycję i wygląd. Dlatego wszelkie zabiegi nie traktuję jako kary a jako przyjemność. Robię co mogę, ale nie oczekuję, że stosowanie jakiegoś drogiego kremu, zmieni mnie z powrotem w dwudziestolatkę. Ja nawet wcale nie chce nią być, ten czas mam już przecież za sobą.

Bycie czterdziestolatką daje mi pewną przewagę – jestem bardziej świadoma, pewna siebie i swojej wartości, nauczyłam się akceptować swoje mankamenty, nie walczę już ze sobą, przekłada się to również na świadomość mojego ciała, swojej kobiecości. Na to jaki sygnał wysyłam światu. Jeśli akceptuję swoje zmarszczki (ba, nawet je lubię!), uśmiecham się często, to jestem bardziej sexy i podobam się nie tylko sobie. Tak to działa! Jeśli widzisz siebie jako piękną, seksowną, dojrzałą kobietę taką zobaczy Cię świat! 

Nie ważne, że masz zmarszczki, kurze łapki i cellulit to sprawa absolutnie drugorzędna. Pamiętaj, że każdy wiek ma swoje prawa, jesteśmy piękne w każdym wieku i rozmiarze, tylko czasami nie umiemy siebie dostatecznie docenić. 

Czasu nie zatrzymasz, wielu rzeczy nie zmienisz

– Precz z doskonałością! Bądź sobą!

Dojrzałość nie oznacza stateczność. Nosimy krótkie sukienki i wysokie szpilki, chodzimy na imprezy i czasami pijemy za dużo wina 😉 Ale robimy to wyłącznie dla własnej przyjemności!
Sukienka FLORENCJA już wkrótce dostępna na 
http://everydayofficial.com

D – JAK DAMA

Bycie damą, wcale nie jest sprawą prostą. Przygotowując subiektywny, pozytywny alfabet czterdziestolatki zadałam sobie trud odnalezienia definicji damy, zapytałam „wujka gogle”. I oto co się okazało. Zgodnie z definicją dama to elegantka, kobieta reprezentacyjna.

 Prawdziwa dama nigdy:

  1. Nie sypia z kim popadnie (rozumiem, że to sam tyczy się dżentelmenów);
  2. Nie pali;
  3. Nie upija się (żegnaj prosecco);
  4. Nie bałagani (że co?);
  5. Nie używa wulgaryzmów (odpadam!);

A dodatkowo:

  1. Zawsze ubiera się odpowiednio;
  2. Jest grzeczna.

Chyba jednak definicje googla nie bardzo przypadają mi do gustu. Wymyśliłam więc własną interpretację tego słowa.

Dla mnie dama, to kobieta, która ma klasę. Jest taktowna i wyważona, ale zarazem odważna, nie krzywdzi innych i staje w obronie słabszych, zna swoją wartość, często się uśmiecha, jest inteligentna, otwarta i nawet w pokutnym worze wygląda jak milion dolców. 

Chyba każda z nas zna Krystynę Jandę – prawdziwą damę polskiego teatru. I choć nie ma wiele wspólnego ze słownikowym pojęciem DAMY, to każda z nas chciałaby mieć tyle klasy co ona.
fot.: Adam Kłosiński

E – JAK ENERGIA

Ponieważ nasz alfabet jest pozytywny, pominiemy temat wszelkiego voo-doo, wampirów energetycznych, hejterów, zazdrośników etc. Skupimy się na energii pozytywnej, takiej która swoje źródło ma w dobrych intencjach, pozytywnych wibracjach, dobrych życzeniach.

Na pewno spotkałaś się ze stwierdzeniem, że wszystko, co wysyłasz światu otrzymujesz z powrotem z podwójną mocą. Jestem absolutną zwolenniczką tej teorii. Całkiem niedawno zetknęłam się z takim zdaniem: „Kimkolwiek jesteś, życzę Ci dobrze!”. Jestem fanką tego tekstu! W tym jednym krótkim zdaniu zawiera się cała definicja dobrej energii. Kimkolwiek jesteś życzę Ci dobrze! Jeśli będzie Ci się układać, będziesz szczęśliwa i spełniona, może któregoś dnia spotkamy się na ulicy i obdarzysz mnie najpiękniejszym uśmiechem jaki kiedykolwiek widziałam. Twoje szczęśliwe życie będzie miało wpływ na twoje otoczenie – na współpracowników, rodzinę, a nawet na panią w warzywniaku. Niech Ci się wiedzie!

Pamiętaj, że wszystkie życzenia, które wysyłasz do czasu i przestrzeni w końcu się spełniają. Nie życz więc nikomu źle, bo może ono wrócić do Ciebie w najmniej spodziewanym momencie.
źródło: Pinterest

F – JAK FLIRT

Słowo flirt pochodzi od starofrancuskiego conter fleurette, co znaczy „(próbować) kusić”. Dla mnie to gra między dwojgiem osób, na którą składają się gesty, język, mowa ciała, pozy. Ta zabawa bywa niezwykle przyjemna i według mnie nie ma w niej absolutnie nic złego. Flirt najczęściej rozpoczyna kontakt wzrokowy, czasami okazjonalny dotyk, droczenie się etc. Flirt jest częścią naszej nieco pokręconej kobiecej natury! Warto to …. Zaakceptować. Akceptacji szukaj pod literką A.

Hmmm, a może by tak poflirtować z własnym partnerem…?
źródło: Pinterest

Jeśli nie bieganie, to co?

W praktyce jogi najważniejszy jest oddech. Żeby wykonać poprawnie asanę wcale nie trzeba mieć wielkich umiejętności. Nie chodzi o perfekcyjną pozycję, ale o zgranie ciała i oddechu. Ta wewnętrzna koncentracja powoduje, że umysł odsuwa od siebie wszelkie myśli i staje się cudownie pusty:). Ciało się odpręża, a po zakończonej praktyce człowiek jest po prostu spokojny i szczęśliwy.

Jesteśmy z Agatą różne jak ogień i woda. Widać to już na pierwszy rzut oka – ona jest ruchliwa i wesoła, ja – spokojna i poważniejsza. Dream team, idealnie się uzupełniamy. Ale nie mogłybyśmy razem ćwiczyć. Agata potrzebuje się wybiegać i wyszaleć – wyrzucić z siebie stres, zmęczenie i oczyścić umysł męcząc się jeszcze bardziej.

Ja z kolei długo nie mogłam znaleźć sportu „dla siebie”. Bieganie strasznie mnie nudziło, podobnie jak siłownia. Na nic zdały się rady koleżanek biegaczek, które proponowały słuchać dobrej muzyki albo audiobooków w trakcie ćwiczeń. Po kilku minutach biegu „odpływałam”, dekoncentrowałam się, albo dla odmiany schodziłam z bieżni, żeby posłuchać interesującego mnie kawałka książki (jestem molem książkowym!).

Sporty grupowe i kontaktowe – odpadają kompletnie. W siatkę gram jak noga, a na dodatek jestem z metra cięta, więc doskakuję co najwyżej do połowy siatki. Wrrr. Zostawał mi basen, rower i spacer. Kłopot polegał na tym, że żaden z tych sportów nie dawał mi uczucia „zresetowania”. Zamiast odpoczywać mój mózg pracował na zwiększonych obrotach i podwójnie przerabiał problemy, które chciałam wyrzucić z głowy.

Pod koniec ubiegłego roku, po serii bardzo ciężkich, traumatycznych dla mnie przeżyć, dostałam od koleżanki prezent w postaci pięciu indywidualnych lekcji z Małgosią Stanisławską z Centrum Jogi i Pilates w Gdyni. Asia, która mi ten voucher sprezentowała powiedziała: „Idź, zobaczysz, jak bardzo cię to odmieni”.

Muszę przyznać, że przeżyłam szok. Nigdy, naprawdę nigdy w życiu żaden sport nie dał mi takiego uczucia oczyszczenia umysłu i takiego wycisku fizycznego jak joga.

Dotychczas myślałam, że e… co tam… takie tam – tu się zgiąć, tam usiąść, wyprostować rękę albo stanąć na jednej nodze. Nic łatwiejszego, dziecko w przedszkolu to zrobi. To przecież nie dla mnie – w końcu to ja potrafię pocisnąć w nartach slalomowych po czarnej trasie 😉

Nic bardziej mylnego. Joga to jest dopiero wycisk! Pamiętam, że kiedy robiłam moje pierwsze Pariwrtty Trikonanasany (pozycje odwróconego trójkąta) o mało nie wybiłam sobie zębów odpadając od ściany, o którą byłam oparta 😉 Zapytałam wtedy Małgosię, czy w ogóle jest ktoś, kto potrafi zrobić tę pozycję bez podpórki, a ta zaczęła się śmiać mówiąc „zobaczysz za miesiąc!”.

No i zobaczyłam. Jest to teraz moje małe uzależnienie. Kiedy nie ćwiczę jakiś czas, moje ciało i umysł stają się bardzo ciężkie, gorzej radzą sobie z problemami, ścięgna się kurczą i gorzej śpię. Joga daje mi niesamowite uczucie lekkości i wspaniale oczyszcza umysł.

Jak to się dzieje?

IMG_3610

W praktyce jogi najważniejszy jest oddech. Żeby wykonać poprawnie asanę wcale nie trzeba mieć wielkich umiejętności. Nie chodzi o perfekcyjną pozycję, ale o zgranie ciała i oddechu. Ta wewnętrzna koncentracja powoduje, że umysł odsuwa od siebie wszelkie myśli i staje się cudownie pusty:). Ciało się odpręża, a po zakończonej praktyce człowiek jest po prostu spokojny i szczęśliwy.

IMG_3622

Bardzo fajnym wstępem do jogi jest zapisanie się na początek na kilka zajęć indywidualnych. Pozwalają one „ustawić ciało” do praktyki, bez tego naprawdę nie wiedziałabym, co znaczy „podciągnij kolana” ani „przyklej palce do maty”, a to, uwierzcie, dosyć kluczowe w trakcie ćwiczeń. Wtedy też łatwo wyrobić w sobie nawyk oddechu, o którym bardzo często się zapomina. No i przede wszystkim – poznaje się swoje ciało, jego ograniczenia i możliwości.

Od czasu moich zajęć indywidualnych praktykuję jogę sama w domu. Nie umiem jeszcze sama poprowadzić poszczególnych sekwencji tak, aby składały się w jedną, sensowną całość – ćwiczę z moimi ulubionymi joginkami na You Tube.

IMG_3616

Jeśli chcecie rozpocząć przygodę z jogą, polecam Wam Małgosię Żelazo – bardzo spokojną i zrównoważoną joginkę, która na swoim kanale prowadzi również zajęcia pilates. Jej joga dla początkujących jest naprawdę świetna!

 

Małgosię Mostowską poleciła mi właśnie Asia, dzięki której w ogóle zaczęłam uprawiać jogę. Małgosia ma wiele różnych programów, w tym dla kobiet w ciąży (sama niedawno urodziła córeczkę), ale też na bolące plecy, rozciąganie itp. Ja uwielbiam jej „Wieczorną jogę na dobry sen”, bo od zawsze mam problemy ze snem. Dzięki Małgosi uczę się wyciszać i medytować. No i lepiej zasypiam 🙂

Moją absolutną ulubienicą jest Basia Tworek #Ninja Jogi, której niezwykły uśmiech i witalność sprawiają, że chichram się nawet przy najbardziej skomplikowanych asanach, a jej Joga na Złość i Joga na Silny Core są moimi faworytami w codziennej praktyce.

 

Jeżeli potrzebujecie Jogi w pigułce, to znaczy chcecie mieć w zanadrzu kilka prostych ćwiczeń na różne dolegliwości, a na dodatek lubicie się pośmiać i nie traktujecie jogi śmiertelnie poważnie – koniecznie oglądajcie kanał Idana Kirshnera. Jego filmiki zawsze wprawiają mnie w dobry nastrój 🙂 No a filmik „Wake-up Like a Princess” nauczył mnie wstawać, a nie zwlekać się z łóżka 😉

 

No i ćwiczcie kiedy chcecie i jak chcecie. Joga nie zna wieku i ograniczeń. Jedyne, czego potrzebujesz, to mata i strój do ćwiczeń.

Namaste 🙂

IMG_3620

Jak budować samodzielność u dzieci.

Od kiedy pamiętam moja Mama mówiła mi – Umiesz liczyć? Licz na siebie. Żeby było zabawnie – to ona była największą kwoką świata, dbała o nas jak tylko umiała najlepiej, gotowała ulubione przysmaki, głaskała po głowie w chwilach niepowodzeń i gadała do upadłego „Załóż czapkę! Zabierz rękawiczki! Ubierz kurtkę!”. Bywała oczywiście wkurzona, kiedy nie umyliśmy naczyń albo dostawaliśmy słabe oceny i nieraz robiła coś za nas, mimo, że to my mieliśmy iść do sklepu albo odkurzyć. Do dzisiaj nie zmieniła się ani o jotę, a umówmy się – ja jestem już starą babą, a ona babcią 😉

Do dzisiaj bardzo często rozmawiamy. dzwonię do niej niemal codziennie, bo wiem, że będzie jej przykro, kiedy tego nie zrobię. W końcu jest moją Mamuńcią najwspanialszą 😉 Ale to, co nas najbardziej łączy nie wynika tylko z więzów krwi. My się po prostu przyjaźnimy. Kiedy mam problem – najpierw dzwonię do Agaty, a potem do Mamy. Albo odwrotnie, to nie ma znaczenia. Ale to z Mamą rozmawiam najwięcej, bo ta kobieta ma w sobie niewiarygodną siłę, spokój i pogodę ducha. Bez względu na to, jakie przeciwności losu spotykała na swojej drodze – zawsze pokonywała je z wrodzonym stoicyzmem i uśmiechem. Taka malutka i delikatna, a Tytan normalnie. Zazdroszczę jej tego do dziś, bo niestety ja taka nie jestem.

mama i ja

Wszystko, co wiem o życiu, przekazała mi moja Mama. Kiedy na nią patrzę to wiem, że nie trzeba kończyć żadnego uniwersytetu, żeby być mądrym i otwartym człowiekiem. To ona nauczyła mnie tolerancji i otwartości na inne kultury, to ona pomimo chudego portfela ciągała mnie po Polsce, żebym zobaczyła cokolwiek poza Kołobrzegiem, to ona zdecydowała się płacić za moje liceum społeczne wiedząc, że jestem za delikatnym wariatem, żeby uczyć się w wielkim szkolnym molochu. I to ona wpoiła mi jeszcze jedną zasadę: „Przechodź przez życie z podniesionym czołem i w pogodzie ducha, a nic cię nie złamie.”

Dzisiaj sama mam dwoje dzieci i wiem, jak trudno jest przekazać im uniwersalne wartości – bez zadęcia i moralizatorskich gadek. Trudno jest wpoić dzieciom imperatyw moralny, aby w późniejszym życiu nie wykorzystały go przeciwko innym ludziom (odsyłam do Kanta ;). W ogóle trudno być rodzicem w dzisiejszych czasach…

Ale kiedy zaczynam się zastanawiać, czy na pewno dobrze wychowuję moje dzieci, przypominam sobie zaraz, jaki sposób kształtowała mnie moja Mama… Ona po prostu dała mi WOLNOŚĆ i SAMODZIELNOŚĆ.

samodzielne dzieci

Pamiętam, że kiedy byłam w trzeciej klasie liceum i zaczynałam myśleć o studiach, poprosiłam Mamę o możliwość objechania wszystkich interesujących mnie uczelni, żeby zobaczyć, jaki „klimat na nich panuje”. Zabijcie, naprawdę nie wiem, po co mi to było, ale zgodziła się a to i tak przez dwa tygodnie ferii zimowych bujałam się po Polsce pomieszkując u ciotek i odwiedzając wszystkie większe uczelnie. Przypominam, że nie było wtedy komórek i nie było ze mną większego kontaktu, ale rodzice zaufali mi, dali mi wolność w podejmowaniu decyzji, jak wykorzystam ten czas. W ten sam sposób ufali mi we wszystkim – wyjeżdżałam w góry z koleżankami z liceum, na biwaki (tak, tak, kiedyś się jeździło!), z marnymi groszami w kieszeni. I co? I nico. Trzeba było brać za siebie odpowiedzialność – załatwić sobie pole namiotowe, ogarnąć posiłki i zmokłe ręczniki, jeśli się ich nie schowało przed burzą. Miałam oczywiście głupie pomysły jak każdy dzieciak, ale w życiu nie wpadło mi do głowy wyjść w klapkach na Rysy.

Tego samego uczę teraz moich dzieci: muszą się same organizować. Nie jestem cerberem z zegarkiem w ręku wyliczającym, ile czasu mają na spotkania z kolegami, a ile na naukę. Sami muszą to sobie poustawiać. Jeśli przebalują cały dzień na boisku to mogą mieć pewność, że lekcje będą odrabiać o późnym wieczorem. No, chyba, że mają na popołudnie 😉 Jeśli nie przygotują sobie materiałów na plastykę – trudno, dostaną jedynkę. Jeśli zgubią ulubiony gadżet pomimo moich ostrzeżeń, żeby nie szwendać się z nim po podwórku – trudno, muszą odkupić z własnych kieszonkowych. Może i jest to nauka odpowiedzialności level hard, ale jest skuteczna i nie powoduje rozczarowania: taka była między nami umowa i dotrzymujemy jej warunków.

everydayofficial

Z drugiej strony – jeśli wyjeżdżamy na weekend, a moja Córka nie ma ochoty nam towarzyszyć – może zostać sama w domu i wiem, że po powrocie nie zastanę w chacie widoku jak z Jumanji 😉 A jeśli ma ochotę zostać dłużej u koleżanki pomimo sprawdzianu następnego dnia – nie ma sprawy, to jej sprawa, czy dostanie 1 czy 6 ;).

Po latach takiego wychowania widzę naprawdę fajne efekty: mam dwójkę samodzielnych, ogarniętych dzieciaków, które potrafią samodzielnie zarządzać swoim czasem i obowiązkami. Oczywiście do dzisiaj wkurzam się o nieposprzątane buty w przedpokoju i milion kubków rozsianych po mieszkaniu… Ale kiedy w wolną sobotę Synek przynosi nam śniadanie do łóżka to myślę sobie po pierwsze, że dobrze że nie uciął sobie palców, a zaraz potem, że te dzieci wyjdą w świat z dobrym przygotowaniem, jako ludzie mądrzy, otwarci, wolni w swoich poglądach i samodzielni.

Dziękuję Ci Mamo za każdą lekcję, jaką od Ciebie dostałam.

wolność wyboru

PS. Zdjęcia są naprawdę stare, więc musicie wybaczyć jakość, ale mają one dla mnie wymiar sentymentalny i nie chciałam w nich nic zmieniać. W końcu – Precz z doskonałością!