Warszawski sen – czyli weekend w Stolicy :)

Naprawdę? W Warszawie? – spytała nas koleżanka. No tak. My, kobiety z Trójmiasta lubimy pojechać odpocząć do Warszawy, bo dla higieny umysłu warto raz na jakiś czas pojechać do Stolicy.

WEEKENDOWY RELAKS W … WARSZAWIE

Naprawdę? W Warszawie? – spytała nas koleżanka. No tak. My, kobiety z Trójmiasta lubimy pojechać odpocząć do Warszawy, bo dla higieny umysłu warto raz na jakiś czas pojechać do Stolicy.

Akurat zaczął się weekend majowy i wyjechaliśmy w sobotę po południu, żeby uniknąć największych korków. Dopiero na trasie przypomniało się nam, że korki co prawda i tak są, ale w drugą stronę – nad morze 😉 Oczywiście serdecznie współczuliśmy wszystkim kierowcom stojącym od kilku godzin na bramkach na autostradzie, jak i tym, którzy utknęli na zjeździe na Hel. No cóż. My w każdym razie mieliśmy niemal pustą drogę.

Warszawa to dla nas podróż sentymentalna. Mamy tutaj kilkoro przyjaciół, mieszkaliśmy tu kilka lat po skończeniu studiów i od zawsze bardzo lubiliśmy to miasto. Co roku przyjeżdżamy całą rodziną na majówkę do Józefosławia, żeby się prawdziwie zrelaksować: w gronie przyjaciół, przy przepysznym grillu i lampce wyyyybornego wina.

W niedzielę rano bierzemy szybki prysznic, malujemy oko i błyskawicznie lądujemy w Koszykach, które po przeprowadzonym kilka lat temu remoncie zyskały status miejsca absolutnie kultowego.  Na miejscu ciężko nie przyznać racji – Koszyki są faktycznie piękne. Architektura i historyczne detale hali zostały zachowane, a nowoczesne stoiska i restauracje wpisują się w urodę tego miejsca. Chciałoby się tylko, żeby nie było tak snobistycznie, ale cóż – Warszawa rządzi się swoimi prawami. 🙂

DSC_1171

Wejście do Hali Koszyki

DSC_1152

Pijemy kawę przy głównym barze – w hali jest dość ciemno, ale z górnych okien wpadają do środka promienie słońca, które punktowo rozświetlają wnętrze. 
Naszyjnik Agat – znajdziesz tutaj, T-shirt Lena, spódnica Sonia – całość EVERYDAYOFFICIAL

Z Koszykowej idziemy spacerkiem na Mokotowską, na której swoje butiki mają między innymi Lidia Kalita, Robert Kupisz i L37, których buty po prostu uwielbiamy i kibicujemy w rozwoju tej polskiej marki. Po wielu latach nieobecności w Warszawie ulica Mokotowska pokazuje jak bardzo zmienia się rynek mody w Polsce – kiedyś można było tam kupić ubrania prawie wyłącznie zagranicznych marek, dzisiaj natomiast mamy się naprawdę czym chwalićJI niech tak zostanie. 🙂

Z Mokotowskiej przechodzimy przez Plac Trzech Krzyży i kierujemy się na Mysią 13, gdzie znajduje się kilkupiętrowy Concept Store z butikami @Orska, @Balagan Studio, @cos, @MUI itd. Tutaj utykamy na dobre i dopiero telefon od przyjaciół przypomina nam, że trzeba wracać, bo grill już rozgrzany.

DSC_1203

Paryż? Nie – Warszawa! Mówi się, że każdy „Warszawski Słoik” nie lubi tego miasta. Ja, choć od dawna już zabrałam swoje ogórki i pojechałam z nimi do Trójmiasta – podziwiam to miasto. Kiedyś zniszczone przez wojnę i komunizm – dzisiaj na nowo kwitnie.

Mimo ponagleń zatrzymujemy się na dłużej w butiku @ORSKA. Od lat z uwagą obserwuję rozwój Ani Orskiej i kibicuję jej z całego serca. Uwielbiam jej biżuterię – czasami mocną, przeskalowaną, niemal męską, a czasami delikatną i lekką. Bardzo lubię pierwsze wzory Ani – bransolety z linki żeglarskiej zamykane na szekle. Proste i piękne, do dzisiaj można je kupić w butikach Ani. Mnie od dawna fascynują naszyjniki ORSKA – każdy z nich jest inny, każdy ma swoją historię.

DSC_1237

Naszyjnik Rundo znajdziecie na stronie www.orska.pl

Po południu spotykamy się z @dobremaniery24, który oprócz dobrych manier (wiadomo) przynosi ze sobą aromatyczny gruziński chleb PURI, idealnie pasujący do grillowanych warzyw. Ten przepyszny, lekki, o chrupiącej skórce placko-chleb ma niesamowity smak, który jest różny w zależności od pieca i drewna zastosowanego do jego wypieku. Piecze się go w specjalnych piecach TONO – wysokich i stożkowatych, a chlebki przykleja się do jego wewnętrznych ścianek. Kiedy chleb zaczyna się od nich odklejać – znaczy, że nadaje się do wyjęcia i zjedzenia, ma się rozumieć.

DSC_1258

chlebek PURI z gruzińskiej piekarni MARUKYAN przy Alei KEN 47 w Warszawie

 

DSC_1253
Grillowane warzywa, wino, chlebek, dobrze towarzystwo – czego chcieć więcej?

Nie napiszę, ile wypiliśmy wina i o której zakończył się wieczór, bo nikt już nie patrzył na zegarki. Jedni rozmawiali o życiu, a inni omawiali epizody (i to wcale nie te najważniejsze:) serialu Star Trek. Ważne, że się spotkaliśmy, bo o to w całym naszym wyjeździe chodziło: o przyjaźń i czas dla bliskich, nawet, jeśli nie są najbliższą rodziną. 🙂

Anna

 

Jeśli nie bieganie, to co?

W praktyce jogi najważniejszy jest oddech. Żeby wykonać poprawnie asanę wcale nie trzeba mieć wielkich umiejętności. Nie chodzi o perfekcyjną pozycję, ale o zgranie ciała i oddechu. Ta wewnętrzna koncentracja powoduje, że umysł odsuwa od siebie wszelkie myśli i staje się cudownie pusty:). Ciało się odpręża, a po zakończonej praktyce człowiek jest po prostu spokojny i szczęśliwy.

Jesteśmy z Agatą różne jak ogień i woda. Widać to już na pierwszy rzut oka – ona jest ruchliwa i wesoła, ja – spokojna i poważniejsza. Dream team, idealnie się uzupełniamy. Ale nie mogłybyśmy razem ćwiczyć. Agata potrzebuje się wybiegać i wyszaleć – wyrzucić z siebie stres, zmęczenie i oczyścić umysł męcząc się jeszcze bardziej.

Ja z kolei długo nie mogłam znaleźć sportu „dla siebie”. Bieganie strasznie mnie nudziło, podobnie jak siłownia. Na nic zdały się rady koleżanek biegaczek, które proponowały słuchać dobrej muzyki albo audiobooków w trakcie ćwiczeń. Po kilku minutach biegu „odpływałam”, dekoncentrowałam się, albo dla odmiany schodziłam z bieżni, żeby posłuchać interesującego mnie kawałka książki (jestem molem książkowym!).

Sporty grupowe i kontaktowe – odpadają kompletnie. W siatkę gram jak noga, a na dodatek jestem z metra cięta, więc doskakuję co najwyżej do połowy siatki. Wrrr. Zostawał mi basen, rower i spacer. Kłopot polegał na tym, że żaden z tych sportów nie dawał mi uczucia „zresetowania”. Zamiast odpoczywać mój mózg pracował na zwiększonych obrotach i podwójnie przerabiał problemy, które chciałam wyrzucić z głowy.

Pod koniec ubiegłego roku, po serii bardzo ciężkich, traumatycznych dla mnie przeżyć, dostałam od koleżanki prezent w postaci pięciu indywidualnych lekcji z Małgosią Stanisławską z Centrum Jogi i Pilates w Gdyni. Asia, która mi ten voucher sprezentowała powiedziała: „Idź, zobaczysz, jak bardzo cię to odmieni”.

Muszę przyznać, że przeżyłam szok. Nigdy, naprawdę nigdy w życiu żaden sport nie dał mi takiego uczucia oczyszczenia umysłu i takiego wycisku fizycznego jak joga.

Dotychczas myślałam, że e… co tam… takie tam – tu się zgiąć, tam usiąść, wyprostować rękę albo stanąć na jednej nodze. Nic łatwiejszego, dziecko w przedszkolu to zrobi. To przecież nie dla mnie – w końcu to ja potrafię pocisnąć w nartach slalomowych po czarnej trasie 😉

Nic bardziej mylnego. Joga to jest dopiero wycisk! Pamiętam, że kiedy robiłam moje pierwsze Pariwrtty Trikonanasany (pozycje odwróconego trójkąta) o mało nie wybiłam sobie zębów odpadając od ściany, o którą byłam oparta 😉 Zapytałam wtedy Małgosię, czy w ogóle jest ktoś, kto potrafi zrobić tę pozycję bez podpórki, a ta zaczęła się śmiać mówiąc „zobaczysz za miesiąc!”.

No i zobaczyłam. Jest to teraz moje małe uzależnienie. Kiedy nie ćwiczę jakiś czas, moje ciało i umysł stają się bardzo ciężkie, gorzej radzą sobie z problemami, ścięgna się kurczą i gorzej śpię. Joga daje mi niesamowite uczucie lekkości i wspaniale oczyszcza umysł.

Jak to się dzieje?

IMG_3610

W praktyce jogi najważniejszy jest oddech. Żeby wykonać poprawnie asanę wcale nie trzeba mieć wielkich umiejętności. Nie chodzi o perfekcyjną pozycję, ale o zgranie ciała i oddechu. Ta wewnętrzna koncentracja powoduje, że umysł odsuwa od siebie wszelkie myśli i staje się cudownie pusty:). Ciało się odpręża, a po zakończonej praktyce człowiek jest po prostu spokojny i szczęśliwy.

IMG_3622

Bardzo fajnym wstępem do jogi jest zapisanie się na początek na kilka zajęć indywidualnych. Pozwalają one „ustawić ciało” do praktyki, bez tego naprawdę nie wiedziałabym, co znaczy „podciągnij kolana” ani „przyklej palce do maty”, a to, uwierzcie, dosyć kluczowe w trakcie ćwiczeń. Wtedy też łatwo wyrobić w sobie nawyk oddechu, o którym bardzo często się zapomina. No i przede wszystkim – poznaje się swoje ciało, jego ograniczenia i możliwości.

Od czasu moich zajęć indywidualnych praktykuję jogę sama w domu. Nie umiem jeszcze sama poprowadzić poszczególnych sekwencji tak, aby składały się w jedną, sensowną całość – ćwiczę z moimi ulubionymi joginkami na You Tube.

IMG_3616

Jeśli chcecie rozpocząć przygodę z jogą, polecam Wam Małgosię Żelazo – bardzo spokojną i zrównoważoną joginkę, która na swoim kanale prowadzi również zajęcia pilates. Jej joga dla początkujących jest naprawdę świetna!

 

Małgosię Mostowską poleciła mi właśnie Asia, dzięki której w ogóle zaczęłam uprawiać jogę. Małgosia ma wiele różnych programów, w tym dla kobiet w ciąży (sama niedawno urodziła córeczkę), ale też na bolące plecy, rozciąganie itp. Ja uwielbiam jej „Wieczorną jogę na dobry sen”, bo od zawsze mam problemy ze snem. Dzięki Małgosi uczę się wyciszać i medytować. No i lepiej zasypiam 🙂

Moją absolutną ulubienicą jest Basia Tworek #Ninja Jogi, której niezwykły uśmiech i witalność sprawiają, że chichram się nawet przy najbardziej skomplikowanych asanach, a jej Joga na Złość i Joga na Silny Core są moimi faworytami w codziennej praktyce.

 

Jeżeli potrzebujecie Jogi w pigułce, to znaczy chcecie mieć w zanadrzu kilka prostych ćwiczeń na różne dolegliwości, a na dodatek lubicie się pośmiać i nie traktujecie jogi śmiertelnie poważnie – koniecznie oglądajcie kanał Idana Kirshnera. Jego filmiki zawsze wprawiają mnie w dobry nastrój 🙂 No a filmik „Wake-up Like a Princess” nauczył mnie wstawać, a nie zwlekać się z łóżka 😉

 

No i ćwiczcie kiedy chcecie i jak chcecie. Joga nie zna wieku i ograniczeń. Jedyne, czego potrzebujesz, to mata i strój do ćwiczeń.

Namaste 🙂

IMG_3620

Sukienki na wesela i większe wyjścia

Wraz z początkiem maja nastaje w Polsce sezon na różne eleganckie imprezy plenerowe. Zaczynamy sezon komuniami, a zaraz potem tydzień po tygodniu organizowane są wesela, imprezy firmowe i inne bardziej lub mniej oficjalne „garden party”.

Znalezienie ładnej sukienki na taką okazję to nie lada wyzwanie. Sklepy, które zajmują się sprzedażą takich sukienek oferują nam zazwyczaj sztywne, sterczące modele z grubych tkanin, na dodatek często szyte w Chinach.

Ja sama miałam niedawno podobny dylemat – dostałam zaproszenie na eleganckie przyjęcie w ogrodzie, na które wypadało założyć długą suknię. Bardzo chciałam znaleźć coś nietuzinkowego, bez błysku i połysku, miękko układającego się do ciała. Zależało mi na znalezieniu modelu, który miałby w sobie nutkę trendu boho, ale bez koronek i kolorowych kwiatów. Niestety – jak już się domyślacie – nie znalazłam 😉

Zrobiłam za to małe rozeznanie wśród moich koleżanek i znajomych, czy mają podobne problemy ze znalezieniem sukienki na podobną okazję. Okazało się, że to naprawdę spory problem. Od jakiegoś czasu zmieniła się formuła wesel i teraz na większość z nich zakładamy długie suknie. Większość z nich zazwyczaj ląduje w szafie po powrocie do domu – są tak oficjalne, że ciężko je założyć na inne okazje. Dlatego pomyślałam, że w ofercie EVERYDAYOFFICIAL powinien się znaleźć na taki model, który będzie można założyć również na koncert, obiad u przyjaciół, albo po prostu wyjść w nim na spacer. Wszystko zależy tylko od dobrania dodatków – z kowbojkami i ramoneską na wieczorny wypad z przyjaciółkami, a zestawiona ze szpilkami – na wesele.

fot. Lucyna Lewandowska

Suknia JULIA  – znajdziesz ją tutaj

Kiedy projektowałam tę suknię myślałam o niebanalnych kolorach i ciekawych rozwiązaniach. Nie ukrywam, że uważnie patrzyłam na trendy z najnowszych wybiegów i bardzo się ucieszyłam, że nasza suknia się w nie wpisuje.

Collage created using TurboCollage software from www.TurboCollage.com

 

Od lewej GUCCI, CHRISTIAN DIOR,EVERYDAYOFFICIAL, CHRISTIAN DIOR, EVERYDAYOFFICIAL. 
Źródło: VOGUE.COM

Kiedy już powstała JULIA pomyślałam sobie – no dobra, to jest sukienka, którą założę w nieco chłodniejsze dni. A co na imprezy w środku lata, kiedy nawet wieczory są gorące? Co ja założę?

Potrzebowałam na gwałt czegoś lekkiego i zwiewnego, sukienki którą będę nosić z przyjemnością, która będzie delikatna, ale zarazem bardzo wygodna. I tak powstała – ANNA. Jest cudownie lekka, jej delikatne falbany poruszają się z każdym krokiem, a nawet najlżejszy podmuch wiatru sprawia, że suknia „żyje”.

fot. Lucyna Lewandowska

Suknia ANNA – link tutaj

Bardzo długo szukałam odpowiedniego materiału na tę suknię – zależało mi na ciekawym wzorze, delikatnych, drobnych kwiatkach. Kiedy tylko zobaczyłam tę piękną, lekką tkaninę – od razu pomyślałam, że to będzie coś, co będę nosiła jak drugą skórę. Najczęściej zakładam do niej złote klapki REBECCA MINKOFF (bo nie lubię mieć obtartych od upału stóp), ale tak naprawdę najbardziej obłędnie wygląda ANNA w towarzystwie srebrnych lub beżowych szpilek.

Szarozielony kolor ANNY króluje w najnowszych trendach i pasuje do każdego typu urody, a jej krój podkreśla smukłość sylwetki. W najnowszych kolekcjach Dior, Chloe i Lee Matthews na Resort 2019 znalazły się suknie o podobnym kolorze i wzorze.

Collage created using TurboCollage software from www.TurboCollage.com

Od lewej: LEE MATHEWS,CHLOE, EVERYDAOFFICIAL, MARKUS LUPFER,CHRISTIAN DIOR. Źródło – VOGUE.COM

Oczywiście obydwie suknie możecie kupić w sklepie online: everydayofficial.com.

Nie zwlekajcie, mamy ich naprawdę niewiele – to limitowana kolekcja, więc na pewno będziecie jedynymi w takiej sukni na imprezie 🙂

 

Jak budować samodzielność u dzieci.

Od kiedy pamiętam moja Mama mówiła mi – Umiesz liczyć? Licz na siebie. Żeby było zabawnie – to ona była największą kwoką świata, dbała o nas jak tylko umiała najlepiej, gotowała ulubione przysmaki, głaskała po głowie w chwilach niepowodzeń i gadała do upadłego „Załóż czapkę! Zabierz rękawiczki! Ubierz kurtkę!”. Bywała oczywiście wkurzona, kiedy nie umyliśmy naczyń albo dostawaliśmy słabe oceny i nieraz robiła coś za nas, mimo, że to my mieliśmy iść do sklepu albo odkurzyć. Do dzisiaj nie zmieniła się ani o jotę, a umówmy się – ja jestem już starą babą, a ona babcią 😉

Do dzisiaj bardzo często rozmawiamy. dzwonię do niej niemal codziennie, bo wiem, że będzie jej przykro, kiedy tego nie zrobię. W końcu jest moją Mamuńcią najwspanialszą 😉 Ale to, co nas najbardziej łączy nie wynika tylko z więzów krwi. My się po prostu przyjaźnimy. Kiedy mam problem – najpierw dzwonię do Agaty, a potem do Mamy. Albo odwrotnie, to nie ma znaczenia. Ale to z Mamą rozmawiam najwięcej, bo ta kobieta ma w sobie niewiarygodną siłę, spokój i pogodę ducha. Bez względu na to, jakie przeciwności losu spotykała na swojej drodze – zawsze pokonywała je z wrodzonym stoicyzmem i uśmiechem. Taka malutka i delikatna, a Tytan normalnie. Zazdroszczę jej tego do dziś, bo niestety ja taka nie jestem.

mama i ja

Wszystko, co wiem o życiu, przekazała mi moja Mama. Kiedy na nią patrzę to wiem, że nie trzeba kończyć żadnego uniwersytetu, żeby być mądrym i otwartym człowiekiem. To ona nauczyła mnie tolerancji i otwartości na inne kultury, to ona pomimo chudego portfela ciągała mnie po Polsce, żebym zobaczyła cokolwiek poza Kołobrzegiem, to ona zdecydowała się płacić za moje liceum społeczne wiedząc, że jestem za delikatnym wariatem, żeby uczyć się w wielkim szkolnym molochu. I to ona wpoiła mi jeszcze jedną zasadę: „Przechodź przez życie z podniesionym czołem i w pogodzie ducha, a nic cię nie złamie.”

Dzisiaj sama mam dwoje dzieci i wiem, jak trudno jest przekazać im uniwersalne wartości – bez zadęcia i moralizatorskich gadek. Trudno jest wpoić dzieciom imperatyw moralny, aby w późniejszym życiu nie wykorzystały go przeciwko innym ludziom (odsyłam do Kanta ;). W ogóle trudno być rodzicem w dzisiejszych czasach…

Ale kiedy zaczynam się zastanawiać, czy na pewno dobrze wychowuję moje dzieci, przypominam sobie zaraz, jaki sposób kształtowała mnie moja Mama… Ona po prostu dała mi WOLNOŚĆ i SAMODZIELNOŚĆ.

samodzielne dzieci

Pamiętam, że kiedy byłam w trzeciej klasie liceum i zaczynałam myśleć o studiach, poprosiłam Mamę o możliwość objechania wszystkich interesujących mnie uczelni, żeby zobaczyć, jaki „klimat na nich panuje”. Zabijcie, naprawdę nie wiem, po co mi to było, ale zgodziła się a to i tak przez dwa tygodnie ferii zimowych bujałam się po Polsce pomieszkując u ciotek i odwiedzając wszystkie większe uczelnie. Przypominam, że nie było wtedy komórek i nie było ze mną większego kontaktu, ale rodzice zaufali mi, dali mi wolność w podejmowaniu decyzji, jak wykorzystam ten czas. W ten sam sposób ufali mi we wszystkim – wyjeżdżałam w góry z koleżankami z liceum, na biwaki (tak, tak, kiedyś się jeździło!), z marnymi groszami w kieszeni. I co? I nico. Trzeba było brać za siebie odpowiedzialność – załatwić sobie pole namiotowe, ogarnąć posiłki i zmokłe ręczniki, jeśli się ich nie schowało przed burzą. Miałam oczywiście głupie pomysły jak każdy dzieciak, ale w życiu nie wpadło mi do głowy wyjść w klapkach na Rysy.

Tego samego uczę teraz moich dzieci: muszą się same organizować. Nie jestem cerberem z zegarkiem w ręku wyliczającym, ile czasu mają na spotkania z kolegami, a ile na naukę. Sami muszą to sobie poustawiać. Jeśli przebalują cały dzień na boisku to mogą mieć pewność, że lekcje będą odrabiać o późnym wieczorem. No, chyba, że mają na popołudnie 😉 Jeśli nie przygotują sobie materiałów na plastykę – trudno, dostaną jedynkę. Jeśli zgubią ulubiony gadżet pomimo moich ostrzeżeń, żeby nie szwendać się z nim po podwórku – trudno, muszą odkupić z własnych kieszonkowych. Może i jest to nauka odpowiedzialności level hard, ale jest skuteczna i nie powoduje rozczarowania: taka była między nami umowa i dotrzymujemy jej warunków.

everydayofficial

Z drugiej strony – jeśli wyjeżdżamy na weekend, a moja Córka nie ma ochoty nam towarzyszyć – może zostać sama w domu i wiem, że po powrocie nie zastanę w chacie widoku jak z Jumanji 😉 A jeśli ma ochotę zostać dłużej u koleżanki pomimo sprawdzianu następnego dnia – nie ma sprawy, to jej sprawa, czy dostanie 1 czy 6 ;).

Po latach takiego wychowania widzę naprawdę fajne efekty: mam dwójkę samodzielnych, ogarniętych dzieciaków, które potrafią samodzielnie zarządzać swoim czasem i obowiązkami. Oczywiście do dzisiaj wkurzam się o nieposprzątane buty w przedpokoju i milion kubków rozsianych po mieszkaniu… Ale kiedy w wolną sobotę Synek przynosi nam śniadanie do łóżka to myślę sobie po pierwsze, że dobrze że nie uciął sobie palców, a zaraz potem, że te dzieci wyjdą w świat z dobrym przygotowaniem, jako ludzie mądrzy, otwarci, wolni w swoich poglądach i samodzielni.

Dziękuję Ci Mamo za każdą lekcję, jaką od Ciebie dostałam.

wolność wyboru

PS. Zdjęcia są naprawdę stare, więc musicie wybaczyć jakość, ale mają one dla mnie wymiar sentymentalny i nie chciałam w nich nic zmieniać. W końcu – Precz z doskonałością!

 

Pokochaj swoje zmarszczki, czyli precz z doskonałością!

Kocham swoje zmarszczki. Jestem w takim wieku, że nie muszę się ich wstydzić. Urzekają mnie zwłaszcza te wokół oczu. Są urocze, powstały od śmiania się. Czy zatem są czymś złym? Uważam, że absolutnie nie. I będę bronić swojego zdania jak niepodległości. To co w nas seksowne jest zazwyczaj subtelne i ukryte wewnątrz nas.

Uwielbiam ludzi. Ci, którymi się otaczam inspirują mnie i zachwycają. Mam wśród znajomych wiele kobiet. Większość z nich jest w dojrzałym wieku, pracują, wychowują dzieci, realizują swoje pasje. Lubię na nie patrzeć, rozmawiać z nimi, często mnie sobą zachwycają i motywują. Myślę o ich fizyczności, o tym że są piękne. Dochodzę do wniosku, że to co w nich jest wyjątkowe to właśnie naturalność. Weźmy na przykład takie zmarszczki, znienawidzona oznaka czasu wielu ludzi. Współczesny świat wymyślił na nie tysiące sposobów. Wszystkie mają jeden mianownik, walka z czasem. Za wszelką cenę chcą nam powiedzieć, że one są naszym wrogiem, że trzeba z nimi walczyć. Kremami, zastrzykami, laserami. Naprawdę? Po co?

Kocham swoje zmarszczki. Jestem w takim wieku, że nie muszę się ich wstydzić. Urzekają mnie zwłaszcza te wokół oczu. Są urocze, powstały od śmiania się. Czy zatem są czymś złym? Uważam, że absolutnie nie. I będę bronić swojego zdania jak niepodległości. To co w nas seksowne jest zazwyczaj subtelne i ukryte wewnątrz nas.

IMG_3271Sposób w jaki przekręcasz głową, iskierki w oczach kiedy czujesz się silna, spokojna, kochana. Twoje dłonie, które splatasz na kolanie podczas siadania, niesforny kosmyk opadający za czoło, muśnięty słońcem dekolt który odsłania letnia sukienka. Twoje piegi i rozjaśnione słonkiem pasemka włosów, czy zaróżowione policzki na mrozie. Tembr Twojego głosu, to jak nucisz ulubioną balladę przy gotowaniu ulubionej potrawy, Twoje wzruszenie podczas romantycznego filmu. Twój szczery uśmiech.

Aż wreszcie NAJseksowniejszy jest Twój – mózg 🙂

Twoje wartości. To w jaki sposób formułujesz myśli, jak dyskutujesz i dzielisz się emocjami i swoimi opiniami. Twoja świadomość i siła, emocjonalność, poczucie humoru. To jak postrzegasz świat i jak przyjmujesz to co przynosi Ci życie, jak traktujesz innych to co dajesz im od siebie. To kim naprawdę jesteś, o czym marzysz, czego tak prawdziwie pragniesz.

Cała reszta jest dodatkiem, dopełnieniem, wartością dodaną do wyjątkowej Ciebie. Tak to widzę i dobrze mi z tym jak cholera!

Najpiękniejsza jesteś wtedy kiedy jesteś po prostu sobą, kiedy nie musisz udawać, niczego nikomu udowadniać. Wtedy gdy masz pełną świadomość siebie, nie tracisz czasu na porównywanie się i niezdrową rywalizację. Kiedy skupiasz się na sobie i na własnym rozwoju, nad pielęgnacją nie tylko ciała, ale też duszy. Wtedy opinie innych, to co sugerują reklamy koncernów i kolorowe magazyny mogą być dla Ciebie wskazówkami, jeśli sama tak zdecydujesz, nigdy z kolei nie zdeterminują poczucia Twojej wartości, nie zmanipujują, nie osłabią Ciebie.

Puszczam do Ciebie oko i mówię, nie ważne tak naprawdę ile masz lat –  jesteś w najlepszym możliwym dla siebie wieku! ???? Ogłaszamy wszem i wobec: Precz z doskonałością! Czas na bycie sobą!

 Agata

Trudy odchudzania, czyli #strategiaZA

Przynajmniej raz do roku /najczęśniej późną jesienią i zimą/ zdarza mi się okres niechciejstwa. Znacie ten stan? Dokładnie opisuje go piosenka zespołu Mikromusic a leci to tak:

„(…) Tak mi się nie chce
tak bardzo nie chcę
lecz kiedyś jeszcze będę seksi (…)”

Dokładnie w tym okresie mam niebotycznego lenia i niechęć do wszelkiej aktywności fizycznej. Zawsze jest powód i nosi on z pozoru niewinną nazwę – ZA. Znacie go? Ja aż nazbyt ZA dobrze. ZA występuje pod wieloma postaciami, najczęściej spotykane to: ZA zimno, ZA ciemno, ZA daleko, ZA późno, ZA bardzo zmęczona, ZA mało zmotywowana.

IMG_4146

Sukienka – oczywiście EVERYDAYOFFICIAL, znajdziecie ją tutaj.

ZA zwane jest inaczej strategią unikania, lub zamiennie strategią generowania alibi. Wynik ZA może być jeden i nazywa się ZA DUŻO.
I to mnie właśnie spotkało. A odkryłam to tak: Po dłuższej nieobecności odwiedziłam mojego dziadzia. Od razu zauważył, że się ZAokrągliłam, a że akurat „przypadkiem” była to zima to powiedziałam mu, że przecież to wszystko przez to, że jest ZA zimno na ćwiczenia. Dziadziuś uroczo podsumował moją teorię jednym prostym strzałem między oczy: „A Ty wnusiu co – niedźwiedź?”

„(…) obiecuje sobie szczerze
że z popiołów wyskoczę w kieckę
Tak mi się nie chce
lecz kiedyś jeszcze będę seksi (…)”

Skalę mojego niechciejstwa bezlitośnie obnaża nadejście wiosny. Podczas gdy wszyscy wyczekują pierwszych promieni słońca i planują majówki, ja oceniam, jak daleko w kierunku pleców wyemigrowały moje pośladki i jak duże „chomiki” na buzi wygenerowała mi strategia ZA. Kalkuluję też, jak długo zajmie mi odwrócenie tego procesu… Wiem, że zdecydowanie ZA długo.. Jak na złość wiosna nie chce na mnie zaczekać. Co ZA złośliwa zołza.

„(…) jak mała wola
jak w morzu kropla
lecz kiedyś jeszcze będę seksi

bez siły leżę
w pościeli zwiędłej
lecz kiedyś jeszcze będę seksi (…)”

Proces odwracania skutków ZA zastaje mnie w tym roku w połowie wiosny, gdzieś na przełomie maja i czerwca. Jak dobrze, że dzień jest dłuższy i słoneczny, odpadły dwie główne przesłanki: ZA zimno i ZA ciemno. Letnie ciuchy bezczelnie wywołują wyrzut sumienia. Nowo odszyte sukienki czekają na założenie,a Anka ciśnie na zdjęcia – odpada. Jestem ZA mało zmotywowana. W końcu biegam, ćwiczę, staram się nie jeść słodko, tłusto i bez sensu… ???? Działa!

IMG_4035

Kto jeszcze nie był w gdańskim FORUM, niech wybierze się w wolnej chwili. Nam bardzo podobał się dziedziniec i światło wpadające do głównego budynku. Znalazłyśmy też ścianę z ładną reklamą centrum, idealną do zdjęć Agaty.

Mam jedynie obawę, czy na jesień znów nie zaśpiewam:
„(…) róż, czerwień ust
.. i ust
perły przed wieprze
to wszytko pieprze

Tak mi się nie chce
tak bardzo nie chcę
lecz kiedyś jeszcze będę seksi (…)”

ZAbiegana Agata – obecnie w trakcie odwracania skutków ZA.

IMG_4110

Sukienka – EVERYDAYOFFICIAL, buty z szafy Agaty.